Looking for Something?
Monthly Archives

Sierpień 2015

„Projekt bieganie” książka dla biegaczy głodnych wiedzy

Author:
ksiazki-o-bieganiu

„Projekt bieganie” to pierwsza książka o bieganiu napisana przez polskich blogerów i trenerów. Tak przynajmniej mówi tekst widniejący na okładce. Jest to ciekawa i wartościowa lektura, szczególnie dla osób takich jak ja – początkujących. Osób które o bieganiu wiedzą jedynie tyle, że aby biegać trzeba przekładać nogami w określonym tempie, w kierunku do przodu. Jeśli jesteś biegowym wyjadaczem, prawdopodobnie prezentowany poradnik nie odkryje nieznanych terenów i będzie dla Ciebie zbyt oczywisty i przewidywalny, jednak jak to mówią – wiedzy i motywacji nigdy dość.

motywacja-do-biegania

Czy chcesz?

W książce znajdziemy inspirujące zagadnienia dotyczące motywacji, napisane przez Annę Szczypczyńską, której zapał i entuzjazm napawa mnie optymizmem. W jej opinii fascynację bieganiem można z powodzeniem pogodzić z innymi pasjami w życiu. Trzeba tylko chcieć! Niestety „chcieć” to najtrudniejsza faza sukcesu, bo to, że chcemy regularnie biegać jeszcze niczego nie oznacza. Szczytem mojej motywacji jest dążenie do upragnionej sylwetki, wysportowanej, jędrnej (jak to mówią gibkiej). Oczywiście, myślę również o podniesieniu kondycji, by być kobietą zwinną i szybką jak błyskawica. Mam wrażenie, że z każdym rokiem moja motywacja będzie się zmieniała i najważniejsze będzie zdrowie, ale przecież walka o formę zdrowotną łączy się nierozerwalnie z figurą klepsydry i brakiem zadyszki, czuję się wiec usprawiedliwiona. Po przeczytaniu tego rozdziału nadal nie jestem pewna, czy ja i bieganie to duet idealny i miłość na całe życie. Jestem jednak spokojna, ja wcale nie muszę być tego pewna. Czuję się panią sytuacji, robię to co chcę i jak chcę, to niebywała przyjemność być całkowicie zależną od własnego nastawienia i motywacji. Pod warunkiem, że nastawienie nie podcina skrzydeł i nie zachęca do notorycznego jedzenia pizzy na kanapie. Miałam chwilową przerwę w treningach, ale powróciłam i mam nadzieję już nie oddalać się w stronę treningowej bezczynności. Zauważyłam, że preferuję przeplatanie treningu biegowego z inną formą aktywności sportowej. Dziś wybiegnę z wiatrem, jutro pod wiatr, a pojutrze wskoczę na mojego ukochanego orbitreka.

Kamień z serca

Aspekt diety podejmują Edwin Zasada i Łukasz Remisiewicz z runeat.pl. Nie znałam tej strony i tego duetu, co dobitnie było widać na moich przedtreningowych talerzach. Podrozdział „Co i jak jeść aby zredukować wagę podczas biegania” po raz kolejny uświadomił mi, że posiłek po wieczornym treningu to nie utrata spalonych kalorii, lecz konieczność zachowania zdrowia i wypracowania skutecznego procesu odchudzania.  To trzeba poukładać w głowie. Osobiście jestem na dobrej drodze i już nie obawiam się aromatycznych kolacji. Rozdział o dźwięcznej nazwie „Co jeść, aby nie tracić wagi?” z przyczyn obiektywnych ominęłam szerokim łukiem. Być może kiedyś, kiedyś do niego wrócę.  Nie wiem dlaczego, ale strasznie mnie ciągnie do wszelkiego typu energetycznych batonów.  Zawsze to jakaś forma nagrody dla strudzonego biegiem sprintera. Niestety a może na moje szczęście okazało się, że jeśli trening nie przekracza 60 minut, spokojnie obejdę się bez wspomagaczy. No i na co mi taki pojemny plecak przeznaczony również na batoniki? Spokojna głowa, jeszcze pół roku i będę biegała na takim dystansie, że kupię sobie jeden batonik za każdy pokonany zakręt.

ksiazki-o-bieganiu

Trenujemy

Kolejne części książki to zestawienie planów treningowych przygotowane przez Olę Żelazko. Zawierają zestawy ćwiczeń : rozgrzewkę, ćwiczenia po biegu oraz wzmacnianie. Muszę przyznać, że jedynym ćwiczeniem po biegu jakie kiedykolwiek wykonałam było wejście do wanny lub uchylenie lodówki w celu sprawdzenia czy świeci, ale od czegoś trzeba zacząć. Treść dotyczącą startu w zawodach przeczytałam z błyskiem podekscytowania w oku, jednak dla mnie słowa „czip, numer i pakiet startowy” brzmią w chwili obecnej jak reklama dla elektronicznego znakowania psów. Dzięki tej lekturze poznałam blog Zofii i Magdaleny, który przepełniony jest informacjami i inspiracjami z zakresu biegowego życia. Ostatni rozdział zamyka opis aktywnego spędzania czasu i korzyści płynących z jego stosowania. Niewątpliwie korzyści są, a jakże. Julia Kotecka i Agata Kabengele podejmują ważne kwestie przyzwyczajeń, motywacji i wiary we własne możliwości. Z tej części najmocniej zapadł mi w pamięć fragment dotyczący najkorzystniejszej pory dnia w jakiej należy uprawiać sport. Znalazłam jedyną mądrą odpowiedź, która dobitnie podkreśla, że nie jak ważne „kiedy trenujemy”, ale to „w jaki sposób”.

Ciężki trening zawsze się opłaca. Wybór pory dnia to w dużej mierze kwestia lepszego samopoczucia, przestawienia zegara biologicznego. Jestem przekonana, że przy zachowaniu rozsądku z powodzeniem można trenować bardzo wcześnie rano lub późno wieczorem.

Bycie niedoinformowanym

Jestem mocno początkująca, co niejednoktornie miałam okazję poczuć na własnej skórze. Czytając tekst „idź na plotobieg” byłam w pierwszej chwili przekonana, że chodzi o bieg przez płotki, co nie świadczy dobrze o mojej zdolności kojarzenia i dedukcji. Plotobieg, to bieg w trakcie którego można, a nawet powinno się swobodnie poplotkować, czyli takie kobieco-męskie trele-morele na świeżym powietrzu. Już samym pomysł wydaje się być strzałem w dziesiątkę, muszę zdecyowanie nad tym popracować. Jak na razie ciężko mi złapać równomierny oddech, ale wierzę, że niebawem będę mistrzynią biegowych konwersacji. Jeszcze nakręcę serię programów „Rozmowy w biegu z rozchwianym włosem i nosem”.

Książka jest zdecydowanie warta uwagi, zawiera bogatą merytorycznie treść oraz piękne zdjęcia zgrabnych kobiet w obcisłych leginsach, które tylko zwiększają ochotę na start i podjęcie wyzwania. Liczba zdjęć mężczyzn w leginsach? Na moje i Wasze szczęście wynosi okrągłe jeden. „Projekt bieganie” to pozycja która inspiruje i dostarcza cennej wiedzy, a to bez wątpienia dwa najcenniejsze skutki uboczne czytania.

Jeśli jesteś przekonany, że bieganie nie jest dla Ciebie możesz mieć rację, jednak tylko wtedy gdy zrobisz wszystko by się o tym przekonać. Justek

11 delikatnie zabawnych zdarzeń na moje 33 urodziny

Author:
blogerka Justek

No i stało się. Magiczna liczba 33 właśnie szykuje się do wybicia. Jutro moje urodziny. Mam wrażenie, że mój świat podzielony jest na trzy części, które idealnie podzielą się w dniu jutrzejszym na jedenaście. Jedna z nich to Justek szalony, uśmiechnięty, optymistyczny. Ten kawałek siebie lubie najmocniej. Potrafię śmiać się sama z siebie godzinami. Jestem przekonana, że uśmiech i pogoda ducha dają siłę, nie tylko do walki z przeciwnościami losu, kłopotami i chorobą, ale również  do walki o radość życia. Poniższe zdarzenia to tylko mała próbka moich cudownych możliwości. Aż strach pomyśleć, jak dożyję setki, moje przygody trzeba będzie publikować w tomisku wielkości podręcznika do czarów Harrego Pottera.

Początki są trudne

Gdy po raz pierwszy postanowiłam założyć na swoje nogi narty nie zastanawiałam się nad stylizacją mojej garderoby. Nie myśląc o wizerunku postanowiłam pożyczyć spodnie narciarskie. Spodnie były męskie, ale w modzie sportowej  pants-unisex jest możliwy do zaakceptowania. Na stoku było mi jakoś dziwnie i niewygodnie, no ale spodnie pożyczone, więc nie wymagałam komfortu i wygody. Życie sportowca bywa trudne i nieprzewidywalne a ja czułam to mocno i dokładnie. W chwili gdy po pierwszej lekcji, a właściwie nauki samodzielnego wstawania jedliśmy obiad w karczmie, stała się rzecz niebywała – chciałam skorzystać z toalety. Okazało się jednak, że potrzebuję pomocy przy odpinaniu zamka. Założyłam spodnie narciarskie tak jak sukienkę, zamkiem do tyłu. W domu zapinała mi je babcia, więc było lekko i szybko. W jednej chwili stało się jasne i oczywiste, dlaczego kolana fantastycznie mnie ściągały i chodziłam po stoku z lekkim przykurczem.

Oszczędność nie zawsze popłaca

Pozostajemy nadal w klimacie narciarstwa. By niskim nakładem finansowym udawać modną i stylową początkującą narciarkę (afera po spodniach lekko mnie wyprostowała w kwestii sportowej mody), zakupiłam w pobliskim ciucholandzie puchową kurtę za zawrotną kwotę 24 złotych. Za każdym razem gdy się przewracałam, kurta pękała we wszystkich możliwych kierunkach a z jej wnętrza wydobywała się watolina dziwnej jakości. Po dwóch godzinach takich akrobacji nie miałam na sobie puchowej kurtki. Wyglądałam jak w cienkiej ceracie, gdyż całe fantastyczne wióry rozpierzchły się po całym stoku niczym dmuchawce, latawce i wiatr w piosence Urszuli.

Potrzebne okulary

Pewnego słonecznego dnia pomyliłam pracownika ochrony banku z kominiarzem. Widziałam go z daleka i pośpiesznie złapałam się za guzik by wypowiedzieć marzenie. Na szczęście życzenie i tak się spełniło. Od tamtej pory zawsze gdy widzę kominiarza upewniam się czy nie ma broni i kasetki na pieniądze.

Tańcowała…

Mając 22 lata uczęszczałam na kurs tańca towarzyskiego. Z racji, że w grupie liczba kobiet znacznie przewyższała liczbę mężczyzn – bite dwa miesiące pełniłam z dumą i godnością rolę tancerza w długich, blond włosach. Do dnia dzisiejszego świetnie prowadzę. Niestety to niejedna wada, przed pożegnalnym pocałunkiem w rękę muszę się mocno powstrzymać.

Kariera taneczna

Mając 23 lata wzięłam udział w castingu do grupy tanecznej dla nastolatków. Potrzebowałam wyzwania. Niestety dwa kucyki i czapka z daszkiem nie pomogły. Nie dostałam się, powód oficjalny – wiek.

Kosmetyczna pomyłka

Nie tak dawno miałam silną potrzebę kształcenia się w kierunku zawodowej makijażystki. Uzupełniając zbiory pędzli natknęłam się na niebywałą okazję, pędzel kabuki w atrakcyjnej cenie – dopiero przy kasie okazało się, że wybrałam pędzel do golenia. Nie oddałam, pozostał ze mną, jako pamiątka moich kosmetycznych pomyłek. (Pędzel kabuki to taki mały, „smyśny”, puchaty pędzel. Wygląda jak do golenia, służy jednak do makijażu)

Bilecik poproszę

Zazwyczaj korzystam z komunikacji jaką gwarantuje mi mój samochodzik, jednak bywają dni kiedy wsiadam i poruszam się komunikacją miejską. Dawno nie jeździłam, więc nie czułam się swobodnie i komfortowo, jednak na kaskaderską jazdę bez biletu jestem już stanowczo za stara. Miałam w planach korzystać z autobusów częściej, postanowiłam kupić kilka bilecików u pana kierowcy, by mieć na jutro i pojutrze i za tydzień. Zdziwiłam się mocno gdy zapłaciłam prawie 20 złotych, dostałam wydruk z kasy fiskalnej a bilecików do skasowania jak nie ma tak nie było. Kierowca zapewne pomyślał, że to zakup dla szkolnej wycieczki, a ja nie wyprowadziłam go z błędu. Z uśmiechem na ustach delektowałam się moją najdroższą przejażdżka po mieście. Trochę się od tych 8 lat pozmieniało, dawniej bileciki sprzedawano pojedynczo do ręki.

Idzie zima

06102Gdy byłam młoda i nieświadoma, miałam króciutki epizod z modelingiem. Niestety po otrzymaniu kilku prozpozycji, w tym jednej niezwykle intrygujacej, by prezentować wełnanie czapki – zrezygnowałam. Gdy już się poddałam, na maila przyszła mi kolejna propozycja prezentowania golfów bawełnianych. Wykonałam kilka zdjęć, jednak nie doszło do publikacji. Stwierdziłam, że jak mam skracać sobie szyję to hańbą byłoby na tym zarabiać.

Rudzielec

ikf-1123153Pewnego dnia zapragnęłam zostać ognistym rudzielcem. Pokazałam fryzjerce wykonaną komputerowo metamorfozę po czym usłyszałam „chce pani płakać? robimy rude”. Usłyszałam odmowę od dwóch osób. Fryzjerki prawdopodobnie obawiały się sprawy o odszkodowanie po wykonanej usłudze. Dzięki Wam dobre kobiety!

Justek instumentalista

W 7 klasie szkoły podstawowej z miłości do pewnego rockowego kolegi postanowiłam nauczyć się gry na perkusji. Grałam w szkolnym zespole, jednak nie zwróciłam uwagi, że umiejętności muzyczne to nie wszystko by wzbudzic zainteresowanie długowłosego fana ostrej muzyki. Moja stylizacja artystyczna, czyli koszulka uśmiechniętego Asterixa, zielone ogrodniczki w stylu dorodnego Alladyna i pompowane adidasy skutecznie odebrały mi szansę na miłość.

Kuchenna mistyfikacja

Podobno jestem dobrą gosposią i gotuję niezłe frykasy. Gotuję zazwyczaj bezpiecznie. Odcedzałam seler konserwowy potrzebny do wykonania warstwowej sałatki. Położyłam go na sitku. W podobnym czasie ugotowałam makaron nitki potrzebny do rosołu. Położyłam go na sitku. Pozostawiam Waszej wyobraźni odpowiedź na kluczowe pytanie. Co znalazło się w rosole?

SAMSUNG

Dziękuję Wam z całego serca za ciepło, życzliwość i sympatię, którą mnie obdarzyliście. Dziękuję, że nie chcecie mnie zmieniać i szanujecie mnie taką jaką jestem. Jestem szczęściarą,  nie myślę o tym, co zrobić by stać się kimś innym, ale o tym, co uczynić by nigdy nie stracić komfortu i radości z bycia sobą. Wasze zdrowie, dziękuję !!!

Nie ważne ile gaf popełniasz, ważne z ilu potrafisz się śmiać. Justek

Jak wybrać idealną suknię ślubną?

Author:
typy-sukien-slubnych

Suknia ślubna definiuje i charakteryzuje nasze marzenia, byłoby jeszcze lepiej gdyby definiowała rzeczywistość naszego zaplecza w sposób obiektywny. Bez znaczenia jest fakt, czy jest to skromna uroczystość, czy ślub z pompą na 300 osób + 25 na tarasie widokowym + 5 w balonie. Każda z nas chce wyglądać pięknie i korzystnie, choć dla każdej z nas oznacza to zupełnie coś innego. Jak wybrać odpowiednią suknię ślubną, tak by w trakcie oglądania ślubnych zdjęć nie płakać z rozpaczy?

Poszukiwania

W pierwszej chwili inspirujemy się zdjęciami sukien ślubnych które robią na nas wrażenie. Wyobrażamy sobie opad szczęki znajomych i rodziny na nasz widok oraz chwilowe zatrzymanie akcji serca naszego oczarowanego pana młodego. Cudownie byłoby zobaczyć jak nam samym na nasz własny widok opada szczęka, ale takie rzeczy to tylko w telewizyjnym show. Kto chociaż raz dokonał weryfikacji rzeczywistości z marzeniami, wie, że często to co podoba nam się najbardziej, niekoniecznie jest odpowiednie dla naszej sylwetki. Moim marzeniem była suknia w stylu greckim, chciałam choć raz w życiu poczuć się jak bogini. Niestety, suknia w tym klimacie nadała mojej sylwetce dziesięć kilogramów na plusie i po 20 centymetrów w obwodzie ciała i to na każdą połówkę oddzielnie. To przeżycie sprawiło, że z greckich elementów mody po dziś dzień przymierzam wyłącznie sandałki. (więcej…)

Dlaczego nie czuję instynktu macierzyńskiego

Author:
gdy-nie-czuje-instynktu-macierzynskiego

Jakiś czas temu, a dokładniej 9 lat temu na jednym z portali internetowych udzielałam porad maści wszelakiej. Wynikało to z potrzeby serca i umysłu – mam tak od zawsze. Pomaganie w każdy możliwy sposób sprawia mi ogromną przyjemność, dlatego z nieukrywanym zapałem spełniałam się emocjonalnie w odpisywaniu na zapytania, troski, problemy. Odpisywałam nawet na dylematy związane z nawracającymi hemoroidami, chociaż nie ukrywam, ten temat jest mi zupełnie obcy po dziś dzień (dzięki Ci Panie!). Gdy powracam w dniu dzisiejszym do moich konwersacji, nie mogę uwierzyć, jak wiele zmieniło się w moim życiu, jak zmieniły się moje poglądy, emocje i uczucia. Kąpiel w mleku, maseczka z brzoskwini, pryszcze na plecach, walka z wągrami oraz nawracający efekt jojo, to najczęstsze tematy życiowych rozterek. Pojawiały się również inne zagadnienia. Nie chodziło w nich o uzyskanie odpowiedzi, lecz o potrzebę zrozumienia.

Pytanie

Mój problem jest straszny bo nie mogę sobie z nim poradzić. Otóż mam już 24 lata i dalej nie czuję w sobie tego co czują inne kobietki w mym wieku i młodsze. Nie czuje instynktu macierzyńskiego i wiem na chwile obecną, że chyba nigdy go nie poczuje. Nie mogę sobie wyobrazić tego ze mogłabym mieć dziecko (sama czuje się nim jeszcze). Nie mogę sobie wyobrazić, że mogłabym już wziąć ślub. Boże czy ja jestem nienormalna?? Nie znam nikogo takiego kto myśli jak ja, pomóżcie mi!!

Moja odpowiedź

Ja również mam 24 lata i nie wyobrażam sobie ślubu,  założenia rodziny i na razie nie czuję instynktu macierzyńskiego. Nie uważam, że jest to jakaś moja wada bądź powód do wstydu. Kiedy miałam 20 lat, bardzo chciałam wyjść za mąż, mieć dzieci. Nie wynikało to z faktu, że poczułam nieodparty instynkt macierzyński, lecz z faktu, że większość moich koleżanek zakładało w tym czasie rodziny – zazdrościłam im szczęścia. Ja wiem jaki jest powód mojego myślenia – nie czuję się w pełni kochana i nie czuje się bezpieczna, a tylko na bazie tego można zbudować szczęśliwą rodzinę. Dlatego lepiej nie snuć w głowie planów o domku z ogrodem i gromadce dzieci, można się zdołować jak cholera. Może kiedyś, jak życie mnie zaskoczy. Nie wiem czy masz przy sobie tego jedynego, podejrzewam, że tak, i to dlatego doszukujesz się odpowiedzi na pytanie „dlaczego nie czuję instynktu macierzyńskiego”? Być może poczujesz nieziemską chęć posiadania bobasa niedługo, a być może nigdy. Jednak zastanów się czy aby ten instynkt, którego się w sobie doszukujesz, nie jest wytworem naszej kultury, gdyż w pewnym wieku „pasuje” mieć dziecko. Wobec powyższego czujemy presje społeczną, wkurzają nas pytania innych osób o nasze prywatne kwestie dotyczące posiadania bądź nieposiadania bobasa i rodziny. Ja owszem chciałabym być w życiu szczęśliwa i mieć rodzinę, ale w tej chwili o tym nie mogę myśleć, napawa mnie to obawą przed tym co będzie. Inne kobiety lecą w wir pracy, nauki, chcą być samodzielne, samowystarczalne. Moda na singlowy styl życia coraz bardziej staje się być widoczna. Każdy jednak ma prawo wyboru i nie masz się czym stresować i niepokoić, bo to TY kierujesz własnym życiem i od Ciebie zależy jego bieg. Życzę szczęścia i zadowolenia z własnych wyborów.

Rzeczywistość

Kiedyś faktycznie było mi bardzo daleko do chęci posiadania męża, dzieci. Domek z ogródkiem to inna sprawa, to zawsze jest, było i będzie mile widziane. W życiu uczuciowym byłam na innej, jednoosobowej planecie miłości, bez nadziei, bez planów i marzeń. Dzisiaj jestem żoną, matką, chociaż nie wszystko się zmieniło. Nadal uwielbiam szczypiorek i borykam się z nadprogramowymi kilogramami. No i wiem jak pomagać osobom z problemem hemoroidów. Czasami łapię się na myśli „gdybym tylko mogła, chciałabym zostać matką o wiele, wiele wcześniej”. Móc mogłam, ale przecież wcześniej nie chciałam. Zapominamy, że czas nie tylko leczy rany, ale również modyfikuje nasze przekonania i potrzeby. Nie możemy się cofnąć, ale też nie powinnyśmy nic przyśpieszać. Mając 24 lata usilnie potrzebowałam utrzymać szczupłą sylwetkę, dzisiaj usilnie potrzebuję ją zmienić. Diametralny zwrot akcji.

Ty

Nie ważne w którym roku przeczytasz ten test. Nie ważne ile osób będzie chciało wpłynąć na Twoją decyzję pokazując Ci zdjęcia uśmiechniętych bobasków, sugerując, że to ostatni dzwonek. Bez względu na wszystko, masz prawo by czuć się ze swoją decyzją dobrze. Bez względu na to czy będzie to społecznie aprobowane czy nie. Wszyscy wiemy, że na siłę da się zrobić wiele, czasami da się zrobić nawet coś niewyobrażalnie trudnego. Wiem coś o tym, sama wbiłam się w sukienkę w rozmiarze 42 nosząc rozmiar 46. Jednak co z tego, że się udało? Sukienka swoje wytrzymała, jednak po pewnym czasie strzeliła z siłą katapulty, rwąc materiał na strzępy wielkości apaszki. Być może Ty dałabyś radę przechodzić w ciasnej kiecce cały sezon, czując się zgrabna i powabna. Konsekwencją byłaby jedynie szybka wizyta u lekarza z powodu przeciążenia przepony od nadmiernego wciągania brzucha. Każdy ma możliwość wyboru innej drogi. Każdy jest inny i każdy ma prawo decydować o wszystkim na własną odpowiedzialność. Nie będę Ci pisała, że bycie matką to najcudowniejsza rola życia. Bo to ja tak czuję. Ty możesz chcieć grać inną najcudowniejszą rolę w swoim życiu. I nie ma w tym nic złego, nic niestosowanego. Powszechnie mówi, że się wiele kobiet po prostu nie nadaję się na matkę. Myślę, że wszystkie się nadajemy, ale nie wszystkie czujemy potrzebę i chęć odkrycia tego talentu. Życie składa się z różnorodności, pomyśl, jakie byłoby nudne gdybyśmy wszystkie grały na wiolonczeli. Przepraszam, ono nie byłoby nudne, ono byłoby nie do zniesienia.

Dlaczego?

Życie jest pełne zwrotów akcji, niespodzianek i rozczarowań. Ciężko nad tym wszystkim zapanować, tak łatwo się pogubić. Dlaczego nie czujesz instynktu macierzyńskiego? Niestety nie wiem. Możliwych przyczyn mogą być tysiące, a nawet setki. Od obawy przed odpowiedzialnością, kwestie materialne, niestabilność związku, strach o zdrowie po czystą niechęć posiadania dzieci. Nie ważny jest powód, ważny jest skutek i Twoja odpowiedź na kluczowe pytanie. Czy chcesz coś zmienić, czy jest Ci dobrze? Postaraj się uszczęśliwić siebie, będzie Ci o wiele łatwiej uszczęśliwić innych.

Nie musisz chcieć zostać mamą, to nie jest obligatoryjne. Musisz jedynie postarać się być dobrym człowiekiem, tylko wtedy inne życiowe role przyniosą Ci satysfakcję i spełnienie. Justek

O mnie

Justyna, żona, matka, kobieta o czterech zawodach, pasjonatka piękna, entuzjastka życia. Optymistka, wierna fanka szczypiorku.
Ten blog to zaproszenie do odbycia podróży po Justkowym świecie, przestrzeni przyprawionej szczyptą humoru i pozytywnej energii.

Zapraszam do mojego królestwa. Enjoy!

Najczęściej czytane

poczatki-blogowania Błędy początkującej blogerki

Początki bywają trudne, blogowania również. Każdy popełnia błędy, jedni się na nich uczą, ...

Najnowsze komentarze

Dołącz do mnie na Facebooku

Jusy Make Me Smile

Instagram