Looking for Something?
Browsing Category

Fit or Not Fit

Sałatka z kurczakiem i marynowanym ananasem

Author:
salatka-z-kurczakiem-i-ananasem

Szczerze, to nigdy nie byłam zwolenniczką sałatek w których dominujący smak stanowiły owoce. Owoce typu : ananasy, pomarańcze i brzoskwinie w połączeniu z mięsem to połączenia, które omijałam szerokim łukiem. W wyniku moich kulinarnych eksperymentów stopniowo zaczęłam przekonywać się do kombinowania, przyprawiania owoców według własnych preferencji, i tak oto proszę Państwa, przed Wami prawdziwa fanka owocowo-mięsnych sałatek. Sałatka z kurczakiem i marynowanym ananasem to mój niekwestionowany faworyt, ale kto mnie zna, ten wie, że bardzo często tak własnie mówię o wszystkich swoich sałatkach. Po prostu, uwielbiam je bezgranicznie! Kluczem oryginalnego smaku tej sałatki jest marynowanie ananasa w kolendrze oraz domowy winegret z octu balsamicznego, ketchupu, czosnku i kuminu.  (więcej…)

Sposoby na zwiększenie motywacji do odchudzania i ćwiczeń

Author:
jak-zaczac-cwiczyc

Zdjęcie tytułowe pozornie ma niewiele wspólnego z ćwiczeniami i aktywnością fizyczną. Kiedy nie miałam siły i motywacji by ruszyć z kanapy swoje cztery litery, myślałam o tej chwili. Wyobrażałam sobie dzień, kiedy to oddam się w ręce Katarzyny Kruz-Kmiecik i będę mogła nacieszyć oczy własną metamorfozą, która zmieniła nie tylko moje ciało, ale również podejście do siebie samej. Kasia jest fotografem, kobietą, mamą, która bez wątpienia potrafi uchwycić w kadrze piękno każdej z fotografowanych osób. Gdy niejednokrotnie oglądałam jej przepiękne zdjęcia, wiedziałam, że kiedyś nadejdzie taka chwila, że sama stanę się bohaterką sesji fotograficznej. Tym samym, przyznam sobie nagrodę       w postaci pamiątkowych zdjęć, które zwieńczą mój trud i podsumują pewien etap. Gdy ważyłam 103 kg, skutecznie uciekałam przed obiektywem fotograficznym. Nie chciałam zatrzymywać w kadrach wspomnień, które najchętniej wymazałabym z pamięci. Motywacja do ćwiczeń i odchudzania, to oczywiście kwestia indywidualna. Na każdego z nas działa zapewne coś innego. Warto jednak odkryć własne pragnienia, zastanowić się, w jaki sposób można pomóc sobie samemu zacząć działać i sprawić, że będzie nam się chciało. Nad zwiększeniem motywacji można popracować, sposobów jest naprawdę wiele. Po przeczytaniu tego tekstu, będzie ci bardzo ciężko znaleźć wymówkę, by stwierdzić, „to na mnie nie działa”. Czytasz na własne ryzyko.  (więcej…)

Jak schudłam 30 kilogramów, czyli moja metamorfoza i dalsze plany

Author:
metamorfozy-odchudzanie

Miesiąc grudzień to w przypadku wielu osób czas podsumowań, refleksji i przemyśleń. Nie byłabym sobą, gdybym nie chciała podzielić się z Wami moją historią, która pomimo tego, że kończy pewien etap mojego życia, to mam wrażenie, że stwarza mi niesamowite możliwości by pójść o krok dalej, i osiągnąć cel główny o którym zawsze marzyłam. Nie chcę się zatrzymać, mam ogromny apetyt na więcej, co w przypadku utraty kilogramów znaczy oczywiście mniej. Już wiem jak smakuje sukces, kiedy z zapłakanej kobiety, ważącej 103 kg, przeistaczasz się inną osobę, która nie chce tracić czasu na smutek i obwinianie całego świata o swoją otyłość. Moja metamorfoza pt. jak schudłam 30 kilogramów, została opublikowana na blogu Moniki Gabas, samozwańczej doktor lifestyle, która potrafi nieźle zmotywować do działania, ale również w przejrzysty i klarowny sposób edukuje społeczeństwo z zakresu dietetyki i zdrowego stylu życia. Uwielbiam! Szczerze przyznam, że podobne przemiany, nigdy nie potrafiły mnie trwale zmotywować. Owszem, lubiłam je oglądać, w myślach wizualizowałam, jakby to było tak spektakularnie schudnąć, czuć się pięknie i sexownie, ale nic poza tym. Te 30 kilogramów, które opuściły moje ciało nie są konsekwencją oglądania pięknych, wysportowanych ciał, które możemy oglądać na blogach i profilach znanych trenerów personalnych. Owszem, to potrafi dać kopa, pokazać, że wiele można osiągnąć, ale w moim wypadku było to zdecydowanie za mało. Dla mnie utrata wagi, okazała się trudną walką z własnym charakterem i trybem życia, który przez 30 lat przyzwyczaił mnie do tego, że nigdy nie byłam zgrabna i wysportowana. To dlatego chudłam te 30 kilogramów przez długie trzy lata. (więcej…)

Odchudzanie czyli jak schudnąć bez wymówek

Author:
jak-schudnac

6 kwietnia, do kalendarzowego lata pozostało 78 dni. Pocieszasz się. Kwiecień plecień bo przeplata, trochę zimy, trochę lata. Jest więc jeszcze mała szansa, że nadejdą upragnione chłodne dni, a Ty z ulgą założysz kamuflaż w postaci przydługiego płaszcza i zamaskujesz frapujące Cię fałdy zbędnego tłuszczyku. To dopiero kwiecień, nie ma powodów do paniki. Pracom ogrodniczym w kwietniu sprzyja wydłużający się dzień, Ty natomiast masz więcej czasu, by za dnia wierzyć, że zdążysz do lata. W maju będzie już za późno, by wierzyć w jakąkolwiek metamorfozę, ale kwiecień daje Nam nadzieję. Odchudzanie to proces. Proces niebywale skomplikowany, narażony na doświadczanie kryzysów wiary, wiary by wreszcie udało się osiągnąć wymarzony cel – schudnąć. Kryzysy sprawiają, że w naszym życiu pojawia się pustka i głód. Bardzo żałuję, że nie jest to np. głód wiedzy (byłabym omnibusem), a głód na słodycze i wszystko co tłuste i kaloryczne.  Kryzysy bez wątpienia są nam potrzebne, dostarczają cennych przeżyć i doświadczeń, jednak to czy będą one wartościowe, zależy od tego, czy wyjdziemy z nich zwycięsko, czy poddamy się w poczuciu rezygnacji i porażki. Im bliżej lata, tym tempo odchudzania staje się szybsze, motywacja wzrasta. Bywa, że wzrasta również ilość wymówek, które skutecznie utrudniają Nam proces odchudzania. (więcej…)

Moja metamorfoza po 30 dniach treningu z orbitrekiem

Author:
metamorfozy

W związku z pojawieniem się poświątecznego efektu jojo, ambitnie postanowiłam rozprawić się z nim szybko i skutecznie. To nie było jedno z noworocznych postanowień, cel by schudnąć pojawiał się u mnie nieustająco każdego roku i każdego miesiąca.  Postanowiłam nie marudzić i solidnie zabrać się do intensywnej pracy nad poprawą własnego ciała. Sezon bikini już niebawem, a u mnie kwestia bikini była zawsze pomijana na rzecz tankini lub „paero-kini”. Z silnym naciskiem na pareo w wersji maskującej. Samodzielnie, dobrowolnie i świadomie podjęłam wyzwanie orbitrekowe, polegające na wykonaniu 15 treningów za pomocą domowego trenażera eliptycznego, w czasie 30 dni. Ogłosiłam to publicznie i muszę przyznać, że motywowało mnie to skutecznie. Publiczne deklaracje mają moc, hartują charakter, przełamując lenistwo i wstyd. Wstydem jest nie robić nic, zazdrościć innym i czekać na magię, która przemieni nasze ciało samoistnie. Wystarczająco długo czekałam. Co prawda sławny iluzjonista David Copperfield specjalizował się w „wielkiej iluzji”, jednak moja naiwność ma pewne granice. Znikały odrzutowce, wagony, nawet Statua Wolności poddała się tajemnym czarom. Niestety moje boczki nie poddały się żadnej ze sztuczek. To dlatego postanowiłam wdrożyć plan „nie wierzymy w cuda, a zaczynamy działać”.  (więcej…)

Dieta zgodna z grupą krwi B

Author:
dieta-odchudzajaca

6 na 10 osób zapytanych o własną grupę krwi patrzy ze zdziwieniem, pociera czoło i mówi „a wiesz, że nie wiem?”. Nie wiem czy byłabym taka mądra i świadoma, gdyby nie pobyt na porodówce, dzięki któremu stałam się posiadaczką klubowej karty z identyfikacją grupy krwi. Okazało się, że jestem posiadaczką grupy B. W mojej głowie natychmiast pojawiły się szybkie skojarzenia, b jak balon, b jak baryłeczka, bo jak buła (pszenna). W trakcie krakowskiego spotkania Wenusjanek mocno zafascynowała mnie postać dr n.med. Danuty Myłek. Kupiłam jej książkę „Od lekarza do kucharza” z odręcznym autografem, postanowiłam przestudiować treść, zmienić nawyki żywieniowe, rozpocząć nowy etap życia. Na recenzję przyjdzie jeszcze czas, gdyż jak już zapewne wiecie – minęły dopiero dwa miesiące od fascynacji, a ja już zaliczyłam efekt jojo, doświadczyłam serii niepowodzeń i masy frustracji. Stałam się królikiem doświadczalnym własnej głupoty, szukałam nowych rozwiązań burząc ład i porządek który panował w moim kulinarnym życiu. Wprowadzanie zmian w każdej dziedzinie nie jest łatwe, kwestia zdrowego żywienia jest dla mnie jednym z tych trudniejszych wyzwań, po które wytrwale się wspinam i po których wytrwale spadam. Tak naprzemiennie, raz na wozie, raz pod wozem, a jeszcze innym razem w pogoni za odjeżdżającą furą. Jedzenie jest i zawsze było dla mnie nałogiem, afrodyzjakiem, który łagodził moje emocjonalne stany, poprawiał humor, jednak tylko do czasu gdy przestawałam jeść. Później stawało się zawsze gorzej. Żal, poczucie winy, słaba wolna. Jestem doskonałym przykładem na to, że nauka na błędach własnych bywa bolesna i czasochłonna. Jednak mam nadzieję, że takie właśnie popełnianie błędów uczy, a ja zapamiętam tą kolejną lekcję i akurat tych żywieniowych pomyłek już nie popełnię. Pewnie inne owszem, ale o tym innym razem. Popadanie w skrajności jest mi bliskie, dzisiejsze będzie zaczerpnięte z założeń diety zgodnej z grupą krwi.

(więcej…)

Efekt jojo, przyczyny, syndromy, konsekwencje

Author:
efekt-jojo-dlaczego-sie-pojawia

Witam Ciebie i Nowy Rok z czterema kilogramami na plusie. I nie chodzi mi o cztery kilogramy nowych przetworów w domowej spiżarni, lecz o niepożądany napływ ciała w postaci masy tłuszczowej, czyli tak zwany efekt jojo. Te kilogramy powróciły do mnie niespodziewanie, niczym premiera „Mody na sukces” w 1994 roku. Mam wrażenie, że poszło niestety wybiórczo, po dwa kilogramy w podbródek i dwa w pośladki. To wielce niesprawiedliwe. Jestem przekonana, że gdyby moja „bumerangowa masa” rozłożyła się równomiernie, np po 20 dkg w każdą cześć ciała – skutki efektu jojo byłyby mniej widoczne. Szczerze powiem, że byłam przekonana, że przyczyną jest modne i nadużywane „zatrzymanie wody w organizmie”. Szczerze powiem, że byłam naiwna. Jeśli w Twoim mniemaniu woda zatrzymuje się w organizmie na czas dłuższy niż 5 dni roboczych, z pewnością mogę zapewnić Cię, że to już nie jest woda, lecz konsekwencja efektu jojo. Ucz się na moim wieloletnim doświadczeniu, korzystaj z błędów i komedii omyłek, sprytnych mistyfikacji i zabiegów w stylu „wypieram ze świadomości fakt, że tyję”.   (więcej…)

Inspirowany deser śliwkowy dla dbających o linię

Author:
dietetyczny-deser

Uwielbiam odtwarzać smaki potraw które zapadły mi w pamięć, pobudzając kubki smakowe do granic szaleństwa. Smaków dzieciństwa nie potrafię w pełni odzwierciedlić, dlatego nigdy nie skopiuję smaku placków z jabłkami babci, zupy ogórkowej mamy lub tortu węgierskiego cioci. Niby przepis ten sam, składniki identyczne, ale to w wykonaniu tkwi siła i końcowy sukces. Ostatnio miałam przyjemność delektowania się jednym z najcudowniejszych deserów jakie w życiu jadłam. Mogłabym go jadać codziennie, również na kolację. Niestety mój proces chudnięcia byłby poważnie zagrożony, a postanowiłam wytrwać, więc na takie rarytasy mogę pozwolić sobie wyłącznie od czasu do czasu. W oryginalnym przepisie wyczuwałam masło, śmietanę i cukier, więc spore ilości kalorii jak na kobietę walczącą o zgrabne i wysportowane ciało. Całość deseru dopełniały obłędne pieprzowe ciasteczka. Dzięki temu sprytnemu zabiegowi słodycz w zmysłowy sposób łączyła się z pikanterią a ja dosłownie oszalałam. Jadłam je bez wyrzutów sumienia, ostre przyprawy podkręcają przecież metabolizm i tego się trzymajmy. Postanowiłam ku pamięci przyjemnego wieczoru łasucha, wykonać inspirowany deser śliwkowy dla dbających o linię.

odchudzone-desery

Kombinuj dziewczyno

Kombinacje alpejskie w kuchni to moje życiowe motto. Uwielbiam stosować nieoczywiste połączenia składników, uwielbiam eksperymentować, po prostu uwielbiam gotować. Oczywiście nie wszystko zawsze wychodzi, ale na tym polega magia doświadczeń i nauka na błędach. W ostatnim czasie często gotuję owocowe kompoty, jako alternatywa dla sztucznych, sklepowych soków. W trakcie gotowania piekłam również chleby i stało się. Przez kuchenne roztargnienie przecedziłam kompocik w ten sposób, że owoce zostały mi na sitku a drogocenny nektar wylądował w otchłaniach zlewu. Czas gdy jestem w kuchni i gotuję, płynie mi błogo niczym w trakcie wizyty w salonie spa. Gdy przychodzi czas na porządki sprawa wygląda nieco inaczej. Nie powstrzymała mnie to jednak przez wykonaniem pysznej, słodkiej alternatywy. W mej pamięci zachował się smak i zdjęcie tego cuda wykonane telefonem. Założenie było proste, mam ochotę na podobnie wyglądający i smakujący deser w wersji light. Jestem już chyba z lekka pochłonięta przez zdrowy tryb życia, gdyż nie uwierzycie, ale już w trakcie pałaszowania tego oryginalnego smakołyku, myślałam o dietetycznych zamiennikach które wykorzystam we własnej kuchni.

ciasteczka-orkiszowe

Moja wizja / porcja dla dwóch osób

Ciasteczka pieprzowe, składniki :

4 łyżki płatków orkiszowych, 1 łyżka mąki orkiszowej, ostra papryka, pieprz mielony, 1 jajko. Wszystkie składniki mieszamy, formujemy 4 sztuki ciasteczek o dowolnym kształcie. Wstawiamy do piekarnika na 10 minut – temperatura 190 stopni.

Serce deseru, składniki :

Naturalny jogurt kozi 150 gr., łyżeczka masła klarowanego, 4 dojrzałe śliwki, 1 gruszka, cynamon, gałka muszkatołowa, ziarenka wanilii, 1 łyżka dżemu truskawkowego. Do garnka wrzucamy masło klarowane, po chwili dodajemy owoce, przyprawy oraz łyżkę dżemu. Podsmażamy wszystko około 7 minut. Studzimy powstały owocowy sos, dając szansę wszystkim składnikom na idealnie przeniknięcie smaków. Układamy deser na talerzu naprzemiennie z kremowym jogurtem. Dekorujemy wedle uznania, u mnie na medal spisał się świeży ananas oraz listki melisy.

deser

To połączenie smaków jest niesamowite. Zazwyczaj jadam jogurty w połączeniu ze świeżymi owocami – są szybkie w przygotowaniu. Owoce delikatnie podsmażone nabierają nowego, intensywnego charakteru, dlatego warto od czasu do czasu poświęcić odrobinę więcej energii by móc rozpieszczać zmysły w niecodzienny sposób. Słodycz owoców idealnie komponuje się z ostrym, pieprzowo-paprykowym smakiem orkiszowych ciasteczek. Jak ja uwielbiam się zainspirować!

Gotowanie jest jak romansowanie z sobą samym, możesz sprawiać sobie kulinarne przyjemności kiedy tylko chcesz. Justek

Jak przetrwać dietę odchudzającą

Author:
jak-wytrzymac-na-diecie-odchudzajacej

Powszechnie panuje przekonanie, że na diecie odchudzającej nie powinno się przebywać okresowo i aby trwale schudnąć należy radykalnie zmienić swoje przyzwyczajenia. Raz na zawsze. Tak jak już kiedyś pisałam, do tego by żyć zdrowo, mądrze i racjonalnie się odżywiać – trzeba dojrzeć. A, że ja dojrzewanie w tej kwestii przechodzę permanentnie od 18 lat, pewnie jeszcze sporo kalorii poleci w brzuch zanim zamienię bywanie na diecie na codzienny styl życia. Jak przetrwać dietę odchudzającą, okres w którym czas niemiłosiernie się dłuży, a godziny przetrwania wyznacza szklanka wody?

Uwaga napad

Jeśli przebywałeś na diecie odchudzającej więcej jak 50 razy, z pewnością wiesz doskonale co to znaczy mieć apetyt, dokładnie w chwili nie powinieneś czuć żadnego głodu – czyli tuż po spożyciu posiłku. Chociaż słowo apetyt może nie być idealne do zobrazowania stanu psychicznego, kiedy masz ochotę wtrąbić hurtem kilogram krówek, zagryzając je kilogramem łuskanego słonecznika. Aby było zdrowiej. Bardziej odpowiednią nazwą będzie „głodowe opętanie”. Oczywiście możesz rozchodzić żądzę jedzenia i udać się na spacer. Możesz również zjeść dorodnego daktyla, schrupać orzeszka, powąchać miód, spojrzeć w lustro od pasa w dół (lub od pasa w górę, jeśli tyjesz szybciej w górnych partiach), lub porzuć wolnym tempem 20 dkg suszonej żurawiny. Możesz wiele. Weterani stosowania diet odchudzających wiedzą jednak, że z ochotą nie tak łatwo wygrać, a często po przygodzie z żurawiną i orzechami bolą tylko i wyłącznie dziąsła. A ochota na jedzenie w nadmiarze, jak była tak jest. Sposób który ma szansę na okiełznanie tego pragnienia to picie wody, ale nie takie tradycyjne i oczywiste. Potraktuj wodę jak drinka kamikaze dla odwodnionych. Ustaw na blacie 3 szklanki średnio ciepłej wody z dodatkiem odrobiny imbiru (w stylu pani Agnieszki Maciąg) i wypij wszystko w stylu bohatera Caspera, czyli duszkiem. Sposób być może mało wyszukany i oryginalny. Jednak w procesie odchudzania nie fajerwerki i fanfary są ważne, lecz efekt. W tym przypadku zostanie on osiągnięty, przestaniemy odczuwać pragnienie głodu na co najmniej 60 minut. Sprawdzone!

Naiwność to pierwszy stopień do otyłości

Jeśli kupujesz słodycze tylko i wyłącznie po to by zadowolić domowników, męża, dzieci, zaskoczyć znajomych i sąsiadów, odpowiedz sobie na proste pytanie. Ile z tych przeznaczonych dla innych frykasów trafia prosto w Twoje spragnione przysmaków ciało? By uniknąć poczucia wstydu i kompromitacji, pałaszowanie „cudownego schowka pierwszej potrzeby” następuje najczęściej w samotności. Niestety, jeśli kupujesz słodycze i inne zakazane produkty, wierząc, że tym razem powstrzymasz się przed słodkim amokiem, nie miej złudzeń. Owszem jeden raz się uda, drugi być może też. Ale czy wygrasz kolejną batalię, Ty kontra tajemna szafka? Możesz oczywiście ukryć wszystkie zakazane smakołyki tak, byś udawał sam przed sobą, że ich tam wcale nie ma. Na kilka dni zapomnisz, niestety w odpowiedniej chwili Cię olśni i będzie po zawodach. Na początek zjesz tylko odrobinę, w myśl zasady, że trzy ciastka to nie grzech. Szybko się jednak przekonasz, że to nie koniec łakomstwa. Przecież nie zostawisz połowy paczki ciastek? Tak nie wypada. W ukrywaniu dowodów przestępstwa łasuchowania nie ma sposobu idealnego. Owszem, szafka będzie nadal pusta, ale co z tego jeśli Twoje ciało stanie się pełniejsze?

Naucz się wybierać

Nie będzie to koloryzowanie rzeczywistości, ale mam wrażenie, że przebywam na diecie od zawsze. Z mniejszym, bądź większym sukcesem, jednak pozbywanie się nadmiaru kilogramów stało się moim hobby. Od zawsze również w trakcie bywania tu i tam odmawiałam jedzenia wszystkiego. „Jestem na diecie, dziękuję nic nie jem”. Patrzyłam z zazdrością na innych jedzących pizzę, delektujących się ciastem. Popadałam w skrajności, albo wszystko albo nic. Odmawianie wszystkiego to drugi stopień do otyłości – nadrobisz w samotności, gdy nikt nie wypomni i nikt nie rozliczy Twojej słabości. Wybieraj to co lubisz, oczywiście pamiętaj o celu – tłustą golonkę i chipsy omijaj szerokim łukiem. Jeśli Ci zależy. Straciłam już prawie 30 kilogramów i gdy inni jedzą pizzę, jem albo jeden kawałek lub wybieram aromatyczną sałatkę. Już nie odmawiam. Chcę żyć.

Naciesz oczy

Zawsze w chwili gdy mam ochotę by zjeść lwa, konia z kopytami, razem z woźnicą i elementami wozu, odpalam teledysk, gdzie bikini, mini i szał wysportowanych ciał to temat przewodni. Piękne, zwinne damskie i męskie ciała to uczta dla moich oczu i pomimo, iż nie jestem próżna i nie oceniam książki po okładce, uwielbiam obserwować gibkość i jędrność ludzkich ciał. Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. Popatrz na ciało o jakim marzysz, właśnie w tej chwili kiedy zbiera Cię na ochota na tort, która przybliży Cię do gibkości opasłej foczki. Niech ten wizualny przekaz pobudzi Twoją wyobraźnię, niech uzmysłowi, że wszystko na co patrzysz to często nie przypadek, lecz ciężka praca i determinacja. To wybór. Jedni wybierają prażynki na kanapie, inni trening i lekką kolację. Jeśli wolisz wcinać chrupki, a na drugie imię masz hot-dog masz do tego prawo, ale nie narzekaj, że Twój metabolizm zwolnił, idzie zima i organizm się „futruje”. Człowiek to nie niedźwiedź. Przybiera na wadze w miesiącach zimowych nie ze względu na chęć przetrwania, lecz z powodów czysto psychologicznych. W zimie łatwiej zakamuflować przyrost wagi pod puchowymi kurtkami i ciepłymi swetrami.

 By przekonać się, że obżarstwo to grzech, nie tylko na urodzie,  ale również na zdrowiu psychicznym najedz się na noc. W gratisie otrzymasz kadry snów rodem z koszmarów. Justek

„Projekt bieganie” książka dla biegaczy głodnych wiedzy

Author:
ksiazki-o-bieganiu

„Projekt bieganie” to pierwsza książka o bieganiu napisana przez polskich blogerów i trenerów. Tak przynajmniej mówi tekst widniejący na okładce. Jest to ciekawa i wartościowa lektura, szczególnie dla osób takich jak ja – początkujących. Osób które o bieganiu wiedzą jedynie tyle, że aby biegać trzeba przekładać nogami w określonym tempie, w kierunku do przodu. Jeśli jesteś biegowym wyjadaczem, prawdopodobnie prezentowany poradnik nie odkryje nieznanych terenów i będzie dla Ciebie zbyt oczywisty i przewidywalny, jednak jak to mówią – wiedzy i motywacji nigdy dość.

motywacja-do-biegania

Czy chcesz?

W książce znajdziemy inspirujące zagadnienia dotyczące motywacji, napisane przez Annę Szczypczyńską, której zapał i entuzjazm napawa mnie optymizmem. W jej opinii fascynację bieganiem można z powodzeniem pogodzić z innymi pasjami w życiu. Trzeba tylko chcieć! Niestety „chcieć” to najtrudniejsza faza sukcesu, bo to, że chcemy regularnie biegać jeszcze niczego nie oznacza. Szczytem mojej motywacji jest dążenie do upragnionej sylwetki, wysportowanej, jędrnej (jak to mówią gibkiej). Oczywiście, myślę również o podniesieniu kondycji, by być kobietą zwinną i szybką jak błyskawica. Mam wrażenie, że z każdym rokiem moja motywacja będzie się zmieniała i najważniejsze będzie zdrowie, ale przecież walka o formę zdrowotną łączy się nierozerwalnie z figurą klepsydry i brakiem zadyszki, czuję się wiec usprawiedliwiona. Po przeczytaniu tego rozdziału nadal nie jestem pewna, czy ja i bieganie to duet idealny i miłość na całe życie. Jestem jednak spokojna, ja wcale nie muszę być tego pewna. Czuję się panią sytuacji, robię to co chcę i jak chcę, to niebywała przyjemność być całkowicie zależną od własnego nastawienia i motywacji. Pod warunkiem, że nastawienie nie podcina skrzydeł i nie zachęca do notorycznego jedzenia pizzy na kanapie. Miałam chwilową przerwę w treningach, ale powróciłam i mam nadzieję już nie oddalać się w stronę treningowej bezczynności. Zauważyłam, że preferuję przeplatanie treningu biegowego z inną formą aktywności sportowej. Dziś wybiegnę z wiatrem, jutro pod wiatr, a pojutrze wskoczę na mojego ukochanego orbitreka.

Kamień z serca

Aspekt diety podejmują Edwin Zasada i Łukasz Remisiewicz z runeat.pl. Nie znałam tej strony i tego duetu, co dobitnie było widać na moich przedtreningowych talerzach. Podrozdział „Co i jak jeść aby zredukować wagę podczas biegania” po raz kolejny uświadomił mi, że posiłek po wieczornym treningu to nie utrata spalonych kalorii, lecz konieczność zachowania zdrowia i wypracowania skutecznego procesu odchudzania.  To trzeba poukładać w głowie. Osobiście jestem na dobrej drodze i już nie obawiam się aromatycznych kolacji. Rozdział o dźwięcznej nazwie „Co jeść, aby nie tracić wagi?” z przyczyn obiektywnych ominęłam szerokim łukiem. Być może kiedyś, kiedyś do niego wrócę.  Nie wiem dlaczego, ale strasznie mnie ciągnie do wszelkiego typu energetycznych batonów.  Zawsze to jakaś forma nagrody dla strudzonego biegiem sprintera. Niestety a może na moje szczęście okazało się, że jeśli trening nie przekracza 60 minut, spokojnie obejdę się bez wspomagaczy. No i na co mi taki pojemny plecak przeznaczony również na batoniki? Spokojna głowa, jeszcze pół roku i będę biegała na takim dystansie, że kupię sobie jeden batonik za każdy pokonany zakręt.

ksiazki-o-bieganiu

Trenujemy

Kolejne części książki to zestawienie planów treningowych przygotowane przez Olę Żelazko. Zawierają zestawy ćwiczeń : rozgrzewkę, ćwiczenia po biegu oraz wzmacnianie. Muszę przyznać, że jedynym ćwiczeniem po biegu jakie kiedykolwiek wykonałam było wejście do wanny lub uchylenie lodówki w celu sprawdzenia czy świeci, ale od czegoś trzeba zacząć. Treść dotyczącą startu w zawodach przeczytałam z błyskiem podekscytowania w oku, jednak dla mnie słowa „czip, numer i pakiet startowy” brzmią w chwili obecnej jak reklama dla elektronicznego znakowania psów. Dzięki tej lekturze poznałam blog Zofii i Magdaleny, który przepełniony jest informacjami i inspiracjami z zakresu biegowego życia. Ostatni rozdział zamyka opis aktywnego spędzania czasu i korzyści płynących z jego stosowania. Niewątpliwie korzyści są, a jakże. Julia Kotecka i Agata Kabengele podejmują ważne kwestie przyzwyczajeń, motywacji i wiary we własne możliwości. Z tej części najmocniej zapadł mi w pamięć fragment dotyczący najkorzystniejszej pory dnia w jakiej należy uprawiać sport. Znalazłam jedyną mądrą odpowiedź, która dobitnie podkreśla, że nie jak ważne „kiedy trenujemy”, ale to „w jaki sposób”.

Ciężki trening zawsze się opłaca. Wybór pory dnia to w dużej mierze kwestia lepszego samopoczucia, przestawienia zegara biologicznego. Jestem przekonana, że przy zachowaniu rozsądku z powodzeniem można trenować bardzo wcześnie rano lub późno wieczorem.

Bycie niedoinformowanym

Jestem mocno początkująca, co niejednoktornie miałam okazję poczuć na własnej skórze. Czytając tekst „idź na plotobieg” byłam w pierwszej chwili przekonana, że chodzi o bieg przez płotki, co nie świadczy dobrze o mojej zdolności kojarzenia i dedukcji. Plotobieg, to bieg w trakcie którego można, a nawet powinno się swobodnie poplotkować, czyli takie kobieco-męskie trele-morele na świeżym powietrzu. Już samym pomysł wydaje się być strzałem w dziesiątkę, muszę zdecyowanie nad tym popracować. Jak na razie ciężko mi złapać równomierny oddech, ale wierzę, że niebawem będę mistrzynią biegowych konwersacji. Jeszcze nakręcę serię programów „Rozmowy w biegu z rozchwianym włosem i nosem”.

Książka jest zdecydowanie warta uwagi, zawiera bogatą merytorycznie treść oraz piękne zdjęcia zgrabnych kobiet w obcisłych leginsach, które tylko zwiększają ochotę na start i podjęcie wyzwania. Liczba zdjęć mężczyzn w leginsach? Na moje i Wasze szczęście wynosi okrągłe jeden. „Projekt bieganie” to pozycja która inspiruje i dostarcza cennej wiedzy, a to bez wątpienia dwa najcenniejsze skutki uboczne czytania.

Jeśli jesteś przekonany, że bieganie nie jest dla Ciebie możesz mieć rację, jednak tylko wtedy gdy zrobisz wszystko by się o tym przekonać. Justek

O mnie

Justyna, żona, matka, kobieta o czterech zawodach, pasjonatka piękna, entuzjastka życia. Optymistka, wierna fanka szczypiorku.
Ten blog to zaproszenie do odbycia podróży po Justkowym świecie, przestrzeni przyprawionej szczyptą humoru i pozytywnej energii.

Zapraszam do mojego królestwa. Enjoy!

Najczęściej czytane

poczatki-blogowania Błędy początkującej blogerki

Początki bywają trudne, blogowania również. Każdy popełnia błędy, jedni się na nich uczą, ...

Najnowsze komentarze

Dołącz do mnie na Facebooku

Jusy Make Me Smile

Instagram