Looking for Something?

Jak dbać o rozwój osobisty gdy jesteś wszechstronny?

Author:
rozwoj-osobisty

Kiedy pisałam artykuł o tym, że wszechstronność jest super, naprawdę tak myślałam. Co więcej, nadal, wciąż i nieustająco wierzę, że bycie człowiekiem o wielu zainteresowaniach i pasjach stwarza wiele ciekawych możliwości, rozwija i rozszerza pryzmat myślenia. Niestety, zdarza się, że w końcowym rozrachunku, gdy człowiek zadaje sobie pytanie do czego tak naprawdę zmierza, pada mglista i nieciekawa odpowiedź – nie wiem. Chwile, kiedy uzmysławiasz sobie, jak wiele potrafisz, jak wiele Cię interesuje, jak wiele byś chciał zrobić, o dziwo potrafią zdołować i przygnębić. Jak to? Ano tak, bo niby wszystko jest pod kontrolą, a tak na poważnie to nic z tego nie masz. Masz jedynie satysfakcję, która podbuduje Twoje ego, dostarczając chwilowej energii. W wyniku bycia usatysfakcjonowanym możesz się uśmiechnąć, podskoczyć, wykonać podwójny tulup w wyimaginowanych łyżwach, jednak dzięki zadowoleniu nie przeżyjesz, nie zrobisz zakupów, nie puścisz totka. Wszechstronność jest cudowna jedynie wtedy, kiedy potrafisz przełożyć kapitał intelektualny na kapitał materialny. Mówiąc językiem prostym – jeśli potrafisz zarabiać na swojej pasji, oznacza to, że jesteś człowiekiem szczęśliwym. Spełniasz się. Jeśli się zastanawiasz, co zrobić by wreszcie ruszyć z miejsca, a wciąż nie masz konkretnego pomysłu – czegoś Ci brakuje.

Co zrobić?

Satysfakcja bez uzyskiwanych gratyfikacji pieniężnych wypala się szybko niczym ognisko drużyny harcerskiej. Ile blogów nie przestałoby istnieć, gdyby świetnie zarabiały? Podejrzewam, że mnóstwo. Pasja jest pasją, ale życie to priorytet, o który każdy z nas musi zadbać. Ostatnio moje życie zawodowe wkroczyło w czas przemyśleń, analiz, rozrachunków z własnym sumieniem. Nasłuchałam się wielu przemówień coachów biznesu i rozwoju osobistego, aż mi głowa spuchła.  Szkoda, że za to nie płacą. Z powodzeniem wygrałbym konkurs w kategorii „czacha dymi od wiedzy”. Wiele do mnie dotarło, wiele wyleciało, jak również wiele nigdy nie dotrze. Teksty typu „żyj swoim życiem” nigdy do mnie przemawiały. Przecież nawet jeśli żyję cudzym, to i tak żyję swoim, gdyż drugiego życia mieć nie będę. Innej opcji nie widzę. No chyba, że jest to choroba psychiczna i syndrom skradzionej tożsamości. Jestem konkretna i lubię stawiać sprawę jasno, dlatego nie każda mowa motywacyjna jest w stanie mnie uwieść.

Wizja

Uczestniczyłam w miesiącu marcu w rekolekcjach wielkopostnych, które prowadził ksiądz Maciej Kucharzyk, który w pierwszych minutach kazania, ujął mnie niezwykłym poczuciem humoru i dystansem do własnej osoby. Ksiądz Maciej to niebywale charyzmatyczny fan muzyki reggae, fantastyczny mówca, ksiądz który w jednej chwili potrafi zmienić podejście człowieka do nudnych i przydługich kazań, które niewiele wnoszą do życia. Czy ryzykuję pisząc o mowie katolickiego księdza, kiedy tak wielu z odwiedzających mnie blogerów to ateiści? Mam nadzieję, że nie. Mądre słowa są dla mnie zawsze ponad podziałami religijnymi i społecznymi. To przecież cudowne, móc czerpać energię z całego świata, bez względu na prezentowane przez mówcę wyznanie. Każdy z wysłuchanego przesłania, może wybrać dla siebie to co w danej chwili jest mu potrzebne. Wiara nie powinna stanowić bariery w poszukiwaniu cennych natchnień. Powracając do meritum sprawy, hasło przewodnie owych rekolekcji brzmiało „albo na maxa, albo nie ma co sobie głowy zawracać”. Motto odnosiło się nie tylko do relacji z Bogiem i modlitwy, ale również do każdej innej dziedziny życia – nauki, miłości, tolerancji, zdrowia. I tak sobie siedziałam skupiona w kościelnej ławie, zadając sobie to proste, lecz przysparzające mi problemów pytanie „co Ty Justyna tak właściwie robisz na maxa, tak naprawdę?”

Jaka ja jestem

Wiele dokonań w moim życiu to zabawa na pół gwizdka. Owszem skończyłam kilka kierunków, mam za sobą kilkanaście lat doświadczenia zawodowego, przykładam się do powierzonych zdań. Wiele osób mówi mi, że czego się dotknę wychodzi, za co się zabiorę jest zrobione. Problem pojawia się w momencie, kiedy nie wiesz za co się zabrać i nie wiesz czego się dotknąć. Niby jestem dobra w tym co robię, ale do profesjonalizmu w wielu dziedzinach jest mi daleko. Krytyczne spojrzenie na własne dokonania jest niezwykle potrzebne, nie dlatego by się umęczyć i biczować psychicznie, ale dlatego by wyciągnąć cenne wnioski.  Nie mogę być przecież dobra we wszystkim, to nierealne. Powinnam skupić się na słabych stronach własnych marzeń, które skutecznie od siebie odpychałam. Łatwiej było mi zawsze skupiać się na tym co wychodziło, niż na tych umiejętnościach które zaniedbałam. Uwielbiam makijaż. Udałam się zatem na kurs makijażu, który utwierdził mnie w przekonaniu, że owszem, ja uwielbiam sztukę makijażu, ale nie na tyle by zmienić własną drogę zawodową i zostać profesjonalistką. Spełnianie pragnień związanych z rozwojem osobistym, od zawsze realizowałam w oparciu o to co ma potencjał, a co nie wymaga ode mnie dużych nakładów pracy i nauki. Częściej wybierałam drogę prostą, niż tą, wymagającą maksimum zaangażowania.

Moja marzenia

Fakt, że ciągle czegoś szukam, ta wszechstronność w poszukiwaniu własnego miejsca, dała mi wiele do myślenia. Pytanie dzieci o zawód jaki chcą wykonywać, może blokować etap poszukiwania innych alternatyw. Ktoś się zafiksuje na bycie policjantem i już opowiadania o strażaku nie przeczyta – przecież to zdrada własnych marzeń. W moim przypadku nie ma takiego ryzyka. Pytanie o przyszłość i aspiracje 33 letniej kobiety może przynieść jedynie pozytywy, przynajmniej powinno. Postanowiłam więc, pogadać sama ze sobą – wyobraź siebie kim chcesz być, jak chcesz wyglądać i jakie umiejętności chcesz prezentować, co chcesz robić na maxa? Po chwili dodałam słowo klucz – dzisiaj. Jeśli moja wizja zmieni się w najbliższym czasie będę miała gotową wymówkę. Wyobraziłam sobie to wszystko i niestety moim oczom ukazała się kobieta, która jest moją wersją, ale mocno udoskonaloną. Aktualnie nie umiem tego, co pragnę umieć. Nie wyglądam tak, jak zawsze chciałam wyglądać. Nie posiadam kompetencji, które są mi niezbędne do realizacji własnych marzeń. Nie znam się na tym, co jest mi niezbędne by pracować w zawodzie o którym skrycie fantazjuję. Wszystko jest na nie. Pozornie. Na tak, jest to co najważniejsze. Ja. Ja jestem na tak, chcę pokonać nałożone na siebie ograniczenia, chcę zmian i uzupełnienia braków, które hamują mój rozwój. Człowiek często sam sobie stawia poprzeczki, celowo stawiając się na straconej pozycji. Siebie można bardzo łatwo oszukać – nie umiem, nie nadaję się, jest za późno, nie mam szans. Nigdy nie jest za późno by spełniać własne marzenia, jest jedynie trudniej, kiedy są one oparte o zadania, których jeszcze nie potrafisz. Można skwitować moje rozważania jednym zdaniem – postanowiłam wyjść ze strefy komfortu. Osobiście, niespecjalnie lubię to sformułowanie, gdyż rozumiem je zupełnie inaczej. Podejmując się zadań nowych i nieznanych, ja nie wychodzę, lecz zbliżam się do strefy własnego komfortu. Przybliżam się do chwili, kiedy moje marzenia i rzeczywistość, nie będą tak mocno od siebie oddalone.

Praca nad własnymi słabymi stronami, może pomóc Ci odnaleźć własne pasje, o których chciałeś zapomnieć. Justek

  • http://andanowa.pl AnuŚka Bąbik-Daniło

    Pamiętam doskonale Twój tekst o tym, że bycie wszechstronnym jest super i zgadzam się z tym. Mam podobnie i też czasem napadają mnie takie myśli – no dobra, robię tyle rzeczy, ale co jest najmocniejsze? Tyle, że u mnie trwa to zazwyczaj niezbyt długo, bo przypominam sobie, że taka po prostu jestem. Wbrew powszechnej opinii wolę więcej niż lepiej (co nie znaczy, że po partacku). Zanudziłabym się po prostu robiąc jedno.
    Tobie jednak życzę odnalezienia właściwej drogi do spełnienia tego marzenia bo, jak napisałaś, nigdy nie jest za późno! :)
    Mnie kazania też czasem pchają w stronę podobnych rozmyślań. Jak to dobrze, że są tacy księża, którzy potrafią mówić z sensem, bez przeciągania i zanudzania. Co do „na maxa”, kojarzy mi się, parafrazując: „musisz być gorący albo zimny, nigdy chłodny” – co było kiedyś moim mottem względem wiary. Ale trochę się pozmieniało;)

    • http://justekmakemesmile.pl Justyna Rolka

      Serdecznie dziękuję:) Obrałam pewien kierunek, ale zobaczymy co z tego wyjdzie:) Wiesz jaki jest Justek? Mam wiele pomyslow, ale ja rownież ciagle chcę więcej i więcej:) Ściskam!

  • http://www.redefineyourself.pl/ Sylwia W.

    Tak czytam Twój tekst i myślę, jak wiele ja chciałabym zrobić, jak wiele się nauczyć. Podziwiam ludzi o wielu pasjach, tych którzy stale się rozwijają i realizują swoje marzenia. Ja często łapię się na tym, że chciałabym za dużo. Do tego chcę być we wszystkim dobra, ale niestety wiem, że tak się nie da. Moim zdaniem warto wsłuchać się w siebie i skupić się na rzeczach, które są dla nas najważniejsze i które są najbliżej naszych marzeń. I wtedy o wiele łatwiej robić je na maksa :)

  • http://www.evelinebison.pl Eveline Bison

    Święte słowa ” albo na maxa albo w ogóle” :)

  • http://hegemon.blog.pl/ Dawid Lasociński „Hegemon”

    Ludzi napędzają dwa dążenia: poszukiwanie sensu życia oraz potrzeby osiągnięcia mistrzostwa w jakiejś dziedzinie. Natomiast nie bardzo zgadzam się z twierdzeniem, że praca nad własnymi słabymi stronami pomaga odnaleźć pasje. Praca nad mocnymi stronami, nad talentami tak, ale nie nad słabymi stronami…

    • http://justekmakemesmile.pl Justyna Rolka

      Moją słabą stroną są języki obce, rozpoczęłam więc pracę nad sobą, dzieki czemu odkryłam nieznaną pasję:) Myślę, że slabe strony mogą wyzwolić w Nas pokłady nowych umiejetność, które były uśpione. Oczywiście, to wszystko jest sprawą indywidualną, ale u mnie tak właśnie jest:)

      • http://hegemon.blog.pl/ Dawid Lasociński „Hegemon”

        Ok. Już wiem o co chodzi, zupełnie inaczej rozumiemy zwrot „słabe strony ” :-)

        • http://kroliczekdoswiadczalny.pl/ Króliczek Doświadczalny

          A tak z ciekawości – co Ty przez nie rozumiesz?
          Zawsze mnie fascynują indywidualne różnice w definicjach różnych słów :)

          • http://hegemon.blog.pl/ Dawid Lasociński „Hegemon”

            Masz rację, to jest bardzo ciekawe, stąd moja pomyłka w komentarzu :-) Słaba strona, to nie jest coś o czym nie wiesz, nie znasz, czy nigdy lub niewiele w życiu robiłaś. Słaba strona to jest coś, co ci kiepsko idzie mimo wkładanego wysiłku. Jeżeli coś robisz z dużą przyjemnością, szybko osiągasz postępy, jak zaczniesz, to nie możesz się oderwać, itp., to jest twoja mocna strona. Jeżeli idzie jak po grudzie, zmuszasz się, poświęcasz dużo czasu, a postępy są niewielkie, to jest twoja słaba strona.

          • http://justekmakemesmile.pl Justyna Rolka

            Ja przez 20 lat byłam przekonana, że nie mam talentu do języka, podawałam się za każdym razem. Dopiero teraz w wieku 33 lat, odnalazłam w sobie siłę do przezwyciężenia moich słabości. Nad słabymi stronami można popracować, czasami mogą okazać się niebywała inspiracją by walczyć z tym co wiele lat nie wychodziło:) Może miałam szczęście? Jednak jestem pewna, ze zarówno mocne, jak i słabe strony warto rozwijać:)

  • http://mrslifestyle.pl/ Mrslifestyle.pl

    Ja nigdy nie umiałam robić wiele rzeczy na raz. Kiedy odnajdywałam jedną pasję poświęcałam się jej w całości. Bałam się, że jeżeli nie zaangażuję się na maksa, tylko będę dzielić z innymi rzeczami, które lubię to niczego nie zrobię tak w 100%, tylko szybko się wypalę i porzucę. Wszystko jest kwestią charakteru i tak ważne jest, aby działać zgodnie ze sobą, wtedy o wiele więcej osiągniemy :)

  • http://www.naturalniepiekna.info/ Marzena T

    Justynko, mam wrażenie że czytam o sobie ! Ja też ciągle poszukuję zajęcia w którym będę czułą się dobrze, nie jest to łatwe bo ciągle fascynuje mnie coś innego. Marzę by w jednej rzeczy być dobra a nie w mnóstwo byle jaka

  • http://www.booksandbabies.pl/ Katarzyna Grzebyk

    Wiem z własnego doświadczenia, że jeśli się nie jest w 100 proc. zaangażowanym, to niestety zapał stygnie… Dlatego lepiej robić coś, w co wkręcamy się na maksa:-)

  • http://www.notatnik-poliglotki.pl/ mysa

    Wow, ciekawy tekst. Mam wrażenie, że ilu czytających tyle interpretacji :). I choć zgodzę się z przedmówcą, że warto doskonalić te rzeczy, w których już teraz jest się dobrym, to czasami… no czasami nie ma sensu być fantastycznym sprzedawcą książek (pracoholikiem), jeśli fantazjuje się o pracy pisarza!
    Czy warto być w czymś dobrym na maksa? Oj… kurcze… to jest chyba pytanie problem dla każdej osoby po studiach humanistyczno-społecznych, w tym dla mnie. 8 lat spędziłam wierząc, że chcę być w niemieckim lepsza od Niemców, a później zdałam sobie sprawę, że w sumie to do niczego taki poziom „na maxa” nie jest mi potrzebny, bo i zawodowo i prywatnie wymaga się ode mnie po prostu komunikatywności, a nie literackich metafor i 5 synonimów dla jednego słowa. Czas pokazał, że to jednak angielski otworzył przede mną sporo drzwi, jeśli chodzi o wiedzę i tytułową wszechstronność. Jeśli masz w tym tekście na myśli naukę języka, to trzymam mocno kciuki :)!
    Dodam tylko, że mój ulubiony nauczyciel angielskiego, zwykł powtarzać, że gdyby nie szkoła którą prowadzi to nie miałby za bardzo gdzie mówić na poziomie C1/C2 i wyżej. Gdy pojechał na wakacje na południe Europy, to nikt jego wysublimowanego języka nie rozumiał i musiał wszystko upraszczać. Ach, zapomniałam. Jeśli nie masz w planach emigracji to „na maxa” może się jeszcez przydać do czytania the economist i powieści w oryginale ;). I tym nas do nauki motywował ;). Pozdrawiam i keep going!

    • http://justekmakemesmile.pl Justyna Rolka

      Dziękuję Ci za ten cenny komentarz;) Masz rację, że czasami poziom na „maxa” nie jest Nam potrzeby…ale jeśli chcemy np. pracować w środowisku międzynarodowym, poziom języka będzie niezwykle ważny. Jeśli ja jestem doradcą zawodowym, to mogę być przeciętniakiem, ale mogę wykazać się chęcią osiągnięcia czegoś więcej, i tutaj chciałabym być na wysokim poziomie, co nie oznacza, że otwieram przewód doktorski:) Byłam już kilkakrotnie na Twojej stronie i jestem pod wielkim wrażeniem. Wiedz, że motywujesz mnie do nauki języka:))) Mulitwords poznałam własnie dzięki Tobie!

  • http://domnaobcasach.com/ Agnieszka Wieczorek

    Bardzo dobrze znam to uczucie, gdy masz tysiąc pomysłów naraz i nie za bardzo wiesz co realizować, za co się zabrać, do czego w ogóle dążysz. Również potrafi mnie to zdołować, a najgorzej jest gdy jednak określisz cel, próbujesz, starasz się i nic z tego nie wychodzi. Zawsze pojawia się wtedy u mnie myśl „a mogłam jednak zabrać się za coś innego, tylko zmarnowałam czas”.
    P.S. Zdanie „albo na maxa, albo nie ma co sobie głowy zawracać” stanie się chyba moim nowym motto :)

  • http://fragmentator.pl/ Iza

    Tak trochę obok tematu, ale zauważam dziwny paradoks. Z jednej strony słychać, że to czasy specjalistów, a nie osób ogólnie wykształconych, z drugiej oczekiwania są takie, aby znać się na wielu rzeczach. Jest pęd do samodoskonalenia, na czym coraz więcej ludzi żeruje. Coraz więcej jest samozwańczych „specjalistów”. Wystarczy, że ktoś potrafi zliczyć do 5, a nie tylko do 4 i zaraz zowie się „specjalistą”. Trzeba uważać szukając własnej drogi doskonalenia, bo czasami można się tylko bardziej zrazić niż rozwinąć skrzydła.

    • http://justekmakemesmile.pl Justyna Rolka

      Mądrze to podsumowalaś, faktycznie tak jest. Mam nadzieję, ze uda mi się tego uniknąć:)

  • http://krolowa-karo.pl Królowa Karo

    To ja teraz rozumiem, dlaczego tak łatwo łapię Twoją falę. Bo czytałam to co napisałaś i zastanawiałam się „skąd wiedziała?”. To wszystko tak idealnie pasuje do mnie. Mnóstwo rozgrzebanych kierunków studiów, mnóstwo kursów z różnych dziedzin życia, mnóstwo różnych pasji i umiejętności, a tak naprawdę nie wiem w czym jestem naprawdę dobra, ale w całokształcie na pewno dobra jestem :)

    • http://justekmakemesmile.pl Justyna Rolka

      Tego jestem pewna i tego się razem trzymajmy:)))

  • http://bwotr.pl/ Bookworm

    Nieustannie trzymam kciuki za Twoje dalsze działania :) Jesteś jedną z nielicznych osób, które po prostu biorą się do przekształcania rzeczywistości i to w tych jej najmniej plastycznych miejscach – Twoich „słabych punktach”. Walcz więc ale też pamiętaj, że czasem warto na chwilę się zatrzymać, odwrócić i z satysfakcją docenić drogę, którą się z takim zaparciem, mozołem wytrwale przeszło. Pozdrawiam Cię serdecznie :)

  • http://www.podroz-wedwoje.pl/ Panna Joanna

    Bardzo ciekawie napisane… tak, że czytałam z pełnym zapałem! Doszłam do wniosku, że ja sama też chciałabym robić wiele rzeczy. Od lat zakładam, że bycie terapeutą par i małżeństw to coś, w czym się sprawdzę… i kiedy to robię czuję się szczęśliwa… ale wciąż brakuje mi realizacji cechy, którą w sobie nosze, a mianowicie przywództwo i organizacja „wydarzeń, kampanii, projektów”… Ale nie poddaję się, wierzę, że uda mi się to jakoś połączyć i myślę, że Twoje podejście jest właśnie tym, którym i ja się kieruje w życiu! Nigdy nie jest za późno na realizację marzeń…. i właśnie tego Tobie i sobie życzę! ;)

    Ściskam,

    Panna Joanna

    • http://justekmakemesmile.pl Justyna Rolka

      Robisz to i jesteś szczęśliwa…jak cudownie czytać takie wyznania;) Podejrzewam, że jeśli tak jak ja, wykonasz pewną pracę nad poprawą umiejętności których Ci brakuje, to będziesz terapeutą par łączącym w sobie to co najważniejsze – wiedzę i pasję. Tego Ci z całego serca życzę:*

  • http://make-upfullofcolors.blogspot.com/ Chocolate&Chocolate

    Zgadzam się, że nigdy nie jest za późno, by znaleźć własną drogę w życiu ;)

  • http://www.blogierka.pl/ Blogierka

    Świetny i bardzo mądry tekst Justyna ! Daje do myślenia i też trochę jakbym czytała o sobie. Wszechstronna jestem ale mam poczucie że będąc od wszystkiego jestem do niczego :/ Ja nie wiem, tzn.wiem mam małe marzenia ale wydają mi się trywialne i bez sensu. A to co obecnie robię=uwielbiam ale wiem ze cale zycie nie dam rady, poza tym miewam chwile znudzenia tym wszystkim..Niestety mam tak że szybko się nudzę i potrzebuję „stymulacji”..ehh
    Justek, a co jest Twoim dream job?

    • http://justekmakemesmile.pl Justyna Rolka

      Kochana Agnieszko, podejrzewam, że jesteś dla siebie zbyt krytyczna. Marzenia czasami wydają Nam się bez sensu, a to dlatego, że są odległe i wydają się nierealne…Warto często o nich myśleć. Powiem Ci szczerze, że cały czas się nad sobą zastanawiam, mam w głowie tysiąc myśli i planów. Moim zawodem marzeń (na dzień dzisiejszy) jest – trener rozwoju osobistego:)

      • http://www.blogierka.pl/ Blogierka

        To ja Ci powiem że bierz się za tego trenera rozwoju osobistego! Ja widzę Cię w tej roli !! Trzymam kciuki za realizację marzeń! :*
        ps. No mój mózg to największy mój krytyk :/

  • http://www.jedzzapetytem.pl/ jedz z apetytem

    Ped ogromny do samodoskonalenia zauwazylam i ja. Trzeba uwazac, zeby nie przegiac….

  • http://www.mojasztukoteka.pl/ Monika Dudzik

    Jestem osobą o wszechstronnych zainteresowaniach i czasami czuję się z tym tak, jak bym sama siebie zaganiała w kozi róg.Z jednej strony wiem, że nie da się non stop ciągnąć paru srok za ogon, a z drugiej tyle rzeczy bym chciała zrobić, tylu rzeczy się nauczyć. Rezultat jest taki, że mam ostatnio naprawdę jakiś taki kiepski czas ij ak patrzę na wszystko, co robię, to myślę „a na ch.. mi to i po co to komu”. Tak więc dzięki za ten tekst. Muszę go sobie jeszcze przetrawić.

  • http://www.kinoswinka.pl/ Świnka

    Bardzo cenny post. Jestem bardzo zainteresowana wszystkim dookoła, ale staram się żeby to zainteresowanie nie sprawiło, że będę robić wszystko, ale wszystko przeciętnie :) Dlatego próbuję wyważyć proporcje ;) I ustalić priorytety :)

  • http://zaniczka.pl Zaniczka

    Znam to, te pasje są takie czasochłonne a czasu jest deficyt ;( niestety. Ja tylko raz w zyciu spotkałam fajnego ksiedza – niestety.

  • http://krasnoludkiprzysterach.pl Hai Le

    Bardzo się cieszę, że zostawiłam sobie przeczytanie Twojego postu na spokojną chwilę. Mądrze piszesz i do tego masz rację. Tylko pytanie: „Skąd się wezmą moje pieniądze?” nadal pozostaje otwarte. Wierzę jednak i wiem, że przynajmniej w przypadku Twoich sprawa szybko się wyjaśni <|:^*

  • http://www.woliszpolish.pl/ Woliszpolish.pl

    Oooo tak, dymiąca czacha od coachów,skąd ja to znam? Mój znajomy obił jakiś kurs i katował mi ludźmi w stylu „jesteś zwycięzcą”:) Praca nad własnymi słabymi stronami jest możliwa, gdy się jest uświadomionym,że trzeba nad nimi pracować. Znać marzenia itd.Jak Ty właśnie. Też niedawno osiągnełam ten stan. Bez coacha, a z sama sobą:) Pozdrawiam bardzo!!!

  • http://www.zdolnyaleleniwy.pl Witek Michalak

    Kurczę nie wiem od czego zacząć, bo tyle wątków poruszyłaś. Kiedy czytałem Twój tekst przypomniał mi się wykład Artura Jabłońskiego, który później stał się też tekstem na blogu. Jeśli nie znasz to polecam. Sorki, za wrzucanie linków na inny blog, ale uważam, że to fajny tekst i wpisuje się w Twoje rozważania. http://arturjablonski.com/syndrom-oszusta-impostor-syndrome/

    Tekst napisałaś już z tydzień temu i tak się zastanawiam czy nadal jest on aktualny? Może musiałaś sama przegadać pewne sprawy ze sobą i z nami? Bo w takie teksty jak ten „co Ty Justyna tak właściwie robisz na maxa, tak naprawdę?” Wiele dokonań w
    moim życiu to zabawa na pół gwizdka.” to ja proszę pani nie wierzę. To, że coś przychodziło wg. Ciebie łatwo nie znaczy, że się nie angażowałaś. Znaczy, że jesteś w czymś dobra, masz wiedzę i doświadczenie, które pozwalają robić pewne rzeczy szybciej niż inni. Niby subtelność, ale bardzo istotna. I do tego sprowadza się ten mój przydługi wpis: jedynym problemem jaki może Ci doskwierać jest patrzenie na siebie ze złej perspektywy. Justek jest więcej niż ok, tylko Ty oceniasz go w jakiś przedziwny i nieodpowiedni sposób.

    • http://justekmakemesmile.pl Justyna Rolka

      Dzięki Ci za ten komentarz, myślę o nim już drugi dzień…Jesteś bardzo bystrym obserwatorem świata.

  • http://katsunetka.nl/ Jola | Katsunetka

    „Aktualnie nie umiem tego, co pragnę umieć. Nie wyglądam tak, jak zawsze
    chciałam wyglądać. Nie posiadam kompetencji, które są mi niezbędne do
    realizacji własnych marzeń. Nie znam się na tym, co jest mi niezbędne by
    pracować w zawodzie o którym skrycie fantazjuję. Wszystko jest na nie.” – Opisałaś moje myśli w tych zdaniach. Cały czas zastanawiam się jak to zmienić, w 100% mojej wyimaginowanej siebie nie zrealizuję, ale… Cały czas zastanawiam się, jak spełnić to, co na pewno mogę. Chociaż… Wyimaginowana ja jest trochę starsza ode mnie ze swoimi osiągnięciami, idę kupić kolejne książki.

  • http://modoweopowiesci.pl Laura Maria

    Na szczęście wszystkiego da się nauczyć i tu chyba leży sedno – część osób zaczyna się doskonalić, a część mówi – nie umiem, to nie zrobię.

  • http://www.vademecumblogera.pl/ Beata Redzimska

    Justyna, jestem ogromnie ciekawa jaki jest ten zawod o ktorym, skrycie fantazjujesz. Odnajduje sie w tych Twoich poszukiwaniach. Choc ja od dziecka tylko wiedzialam, ze nie chce/nie moge i nigdy nie bede lekarzem. A poza tym … nic wiecej. Niby ze wszystkim sobie z miare radzilam, ale tu chyba lepiej maja dzieci, ktore maja konkretne uzdolnienia: glab z matmy, ale za to jak rysuje, albo noga z polskiego, ale geniusz matematyczny. Tacy ludzie ida prosto wytoczona droga i nie traca czasu na poszukiwania. Bo ja mimo, ze mam wiecej lat od Ciebie, wciaz szukam. A moze taka jest ta moja droga. Wieczne poszukiwanie? Pozdrawiam serdecznie Beata

  • http://www.zycieinspiruje.pl/ Gabriela

    Kurcze, kolejny raz dałaś mi porządnego kopa w tyłek. Tekst do mnie bardzo przemawia, dlatego naszła mnie chwila refleksji.
    Marzę o tym, aby zajmowac się swoją pasją zawodowo, aby każdego ranka wstawać z usmiechem na wtarzy, bo przecież zaraz będę robić to, co wychodzi mi najlepiej.
    Czuję, że w obecnej sytuacji jestem na zakręcie i nie wiem, co za nim sie kryje. No nic, chyba czas zakasać rękawy i iść do przodu, mimo wszytsko!

    Oby więcej tekich tekstów!

    Pozdrawiam Cię serdecznie, Justynko :)

  • Babok

    Multitasking jest jednocześnie cudowny i tragiczny w swoim oddziaływaniu na naszą psyche. Do tego połączony z potrzebą interesowania się wieloma rzeczami i dziedzinami potrafi zrobić wodę nawet z najbardziej odpornego i wszechstronnego mózgu, który potrafi się ogarnąć.

    Takie czasy, w których z jednej strony zmuszeni jesteśmy do skupienia się na konkretnej dziedzinie i udoskonalania w fachu, zaś z drugiej uderza nas po pysku smutna rzeczywistość, w której okazuje się, że potrzebujemy zupełnie odmiennym umiejętności. Szukamy bez końca siebie, miejsca dla siebie i swojego wymarzonego „ja” wykreowanego na nasze niedoskonałe podobieństwo. Przynajmniej nie jest nudno. COŚ się dzieje, zmieniamy się idziemy do przodu.. Trzymam kciuki za Ciebie, siebie i miliony popaprany, porozklejanych wielki-małych dusz, które pragną być KIMŚ Ważnym i wartościowym.

  • http://socjopatka.pl Socjopatka

    ciekawa interpretacja „wychodzenia/wchodzenia w strefę komfortu”. Nie wpadłabym na to. :) Idealnie ujęłaś to, że satysfakcja bez gratyfikacji finansowych szybko się wypala. Dokładnie tak jest, bo przecież świetnie jest oddawać się pasji, ale za coś trzeba żyć. Dlatego też tak jak mówisz, wiele osób porzuciło blogi i swoje marzenia o pisaniu, a zajęli się życiem i pracą z której mają na chleb. Niestety nie zawsze da się pogodzić jedno z drugim.

  • http://www.lifestylerka.pl/ LIFESTYLERKA

    Justyna, bardzo jestem ciekawa, co sobie wymyśliłaś i kim jesteś w swoich wizualizacjach:). W zeszłym roku, chyba mniej więcej o tej porze też miałam takie rozkminki. Wtedy to wymyśliłam sobie, że będę doradczynią dietetyczną (to jest temat, który mnie niezwykle kręci), moja wizualizacja posunęła się nawet do tego, że wyobraziłam sobie jakie ciuchy będę nosić do pracy i jak będzie wyglądał mój gabinet:))). Jak pomyślałam, tak zrobiłam i już od roku pracuję nad moim marzeniem, które staje się coraz bardziej realne i namacalne, także na prawdę warto. Hasło rekolekcji bardzo mi przypadło do gustu i jakoś tak mi się skojarzyło z ulubionym cytatem z kultowego filmu mojej młodości (Młode Wilki): „Jeśli się boisz, to nie żyjesz”.

  • http://carolangue.blogspot.com/ Karolina | carolangue

    Z jednej strony podziwiam ludzi, którzy angażują się w jedną rzecz, np. tańczą od dziecka i osiągają mega sukcesy w tej dziedzinie. Z drugiej strony uważam, że życie jest zbyt ciekawe żeby się czemuś poświęcać i fajnie jest ciągle odkrywać coś nowego, sprawdzać się na różnych płaszczyznach i szukać swojej drogi. Czasem nawet martwię się, że ją znajdę i zacznę się nudzić. ;) Dobry temat na dłuższą dyskusję, pozdrawiam!

  • http://www.esencjablog.pl Esencja

    Mam z tym nieustannie problem. Tak bardzo lubię łapać kilka sron za ogon, rozwijać się na kilku płaszczyznach, angażować w liczne inicjatywy, ale czasem przyjdzie opamiętanie, że nie da się być wszędzie i robić wszystko tak dobrze jakby się chciało. Niemniej jednak cały czas pracuję nad tym co potrzebuję usprawnić i sprawia mi to ogromną frajdę.

  • http://bysiak.com/ Adrian Bysiak

    Co do ateistów – ich bym się nie obawiał, nie spotkałem jeszcze żadnego ateisty, który reaguje agresywnie na kościół – w drugą stronę owszem. Co do odnajdywania siebie, zauważyłem, że co kilka lat pojawia się taki moment, gdzie przez chwilę się zastanawiam czy to co robię ma sens i dlaczego to robię. W ten sposób prawie rok temu zaprzestałem blogowania, zmieniłem swoje całe życie, wyjechałem z kraju, rozpocząłem nowy etap, który miał być bardziej rozwijający i satysfakcjonujący i jest. Powoli wracam do tego co kocham, bo o rzeczach ważnych nie można zapominać. Mam też nowe plany na przyszłość jak np rozwinięcie blogowania nieco bardziej i wkroczenie na youtube. Ale to nie wszystko, gdyż powoli zastanawiam się co przyniosą kolejne lata i kolejne momenty kiedy przyjdzie wybrać odpowiednią drogę życia.

  • http://losgrafikos.pl SuspiciousPlum

    Wiem, o czym mówisz kochana. Też należę do osób wszechstronnie uzdolnionych, a do tego jeszcze sprawę komplikuje fakt, że jestem tak bardzo ciekawa wszystkiego i wszystkie chciałabym spróbować. Ciężko to wszystko pogodzić i chwilami też zastanawiam się, którą drogą powinnam pójść. Pracując w szkole też nie jest łatwo – niby masz własny przedmiot, swoją działkę, ale musisz kształcić się w innych dziedzinach, żeby się w pracy utrzymać. No i co? I wychodzi, że wszystkiego uczysz po łebkach. Ja się z Tobą w pełni zgadzam, że praca nad słabymi stronami pomaga odnaleźć pasję :) Ze wszystkich dziedzin, chyba najbardziej jestem uzdolniona muzycznie. Co z tego? Skoro to przychodzi mi łatwo. Bardziej mnie jara coś, przy czym muszę się sporo natrudzić – np. przy rysowaniu. Strasznie mnie drażniło, że tego nie umiałam, dlatego doprowadzam to cały czas do perfekcji i naprawdę czuję satysfakcję.

  • http://dp-good-for-you.blogspot.com/ D&P blog

    Ja mam też sporo zainteresowań i trudno je wszystkie pielęgnować :)

  • http://raphael-eu.blogspot.com Rafał Ratyński

    Jakbym o sobie czytał (no poza tymi fakultetami)…

  • http://littlehappyme.com/ littlehappyme

    Bardzo ciekawy post. Nigdy nie jest za późno, by odnaleźć własną drogę w życiu ;) Ja chyba w końcu swoją niedawno odnalazłam :D

  • http://www.pasjekaroliny.pl/ Karolina Gie

    Ja mam problem z tym, że interesuje mnie tak wiele rzeczy, i w tylu chciałabym być lepsza.. a to niestety niewykonalne. Ostatnio małymi kroczkami nauczyłam się rezygnować, ale to wcale nie jest łatwe

  • http://matkanaszczycie.pl Mom on top

    Ja czasami mam dosyć swoich licznych pasji, bo właśnie nie umiem skupić się na jednej i zawsze robię coś, kosztem czegoś…

  • Hippo

    Witam. Wiem ze post jest z bardzo dawna ale muszę gdzieś się wypisać:). Mam prawie 17 lat i od groma talentów w życiu – od dziecka grałam na pianinie, śpiewałam, rysowałam, zawsze miałam świetne stopnie w szkole bez żadnej nauki a i niezłe szło mi na wszelakich konkursach z wszystkich dziedzin, a No i oczywiście sport – tenis, koszykówka, taniec, gotowanie od najmłodszych lat szło mi super, nie wyglądam tez najgorzej a i rodziny nie mam najbiedniejszej ( nie chodzi tutaj teraz o jakiekolwiek chwalenie się tylko zobrazowanie sytuacji). Wybrałam chyba najtrudniejsze z możliwych czyli tenis na profesjonalnym poziomie i… nic nie idzie zgodnie z założeniami. Sukcesy małe, ciagle tak naprawdę stoję w miejscu robiąc krok do przodu i krok w tył mimo kilkuletniej pracy.. niby czuje ze lubię to robić ale zakładając ze szanse na sukces są niewielkie a ja poświęciłam tak dużo – co mam robić dalej ? Czym się zająć skoro od 3 lat nie znam innego życia jak wokół tenisa, kortów, turniejów treningów itd. Poświęciłam nawet szkole (itn) a porażka coraz bliżej. Co ja mogę teraz zrobić.. jestem ambitna ale nie widzę siebie w żadnym miejscu w przyszłości. Nie wyobrażam sobie siebie na żadnym miejscu za kilka lat – mogłam robić praktycznie wszystko a tak naprawdę nie mogę nic.. jestem w kropce i nie wiem co dalej. Może posiadanie jednej umiejętności czy pasji jest jednak lepsze od posiadania ich wielu na średnim poziomie i poza satysfakcja i samozadowoleniem z ich posiadania nie ma się nic ? Mimo szerokiej wyobraźni nie umiem wyobrazić sobie swojego dorosłego życia…

O mnie

Justyna, żona, matka, kobieta o czterech zawodach, pasjonatka piękna, entuzjastka życia. Optymistka, wierna fanka szczypiorku.
Ten blog to zaproszenie do odbycia podróży po Justkowym świecie, przestrzeni przyprawionej szczyptą humoru i pozytywnej energii.

Zapraszam do mojego królestwa. Enjoy!

Najczęściej czytane

poczatki-blogowania Błędy początkującej blogerki

Początki bywają trudne, blogowania również. Każdy popełnia błędy, jedni się na nich uczą, ...

Najnowsze komentarze

Dołącz do mnie na Facebooku

Jusy Make Me Smile

Instagram