Looking for Something?

Inspirowany deser śliwkowy dla dbających o linię

Author:
dietetyczny-deser

Uwielbiam odtwarzać smaki potraw które zapadły mi w pamięć, pobudzając kubki smakowe do granic szaleństwa. Smaków dzieciństwa nie potrafię w pełni odzwierciedlić, dlatego nigdy nie skopiuję smaku placków z jabłkami babci, zupy ogórkowej mamy lub tortu węgierskiego cioci. Niby przepis ten sam, składniki identyczne, ale to w wykonaniu tkwi siła i końcowy sukces. Ostatnio miałam przyjemność delektowania się jednym z najcudowniejszych deserów jakie w życiu jadłam. Mogłabym go jadać codziennie, również na kolację. Niestety mój proces chudnięcia byłby poważnie zagrożony, a postanowiłam wytrwać, więc na takie rarytasy mogę pozwolić sobie wyłącznie od czasu do czasu. W oryginalnym przepisie wyczuwałam masło, śmietanę i cukier, więc spore ilości kalorii jak na kobietę walczącą o zgrabne i wysportowane ciało. Całość deseru dopełniały obłędne pieprzowe ciasteczka. Dzięki temu sprytnemu zabiegowi słodycz w zmysłowy sposób łączyła się z pikanterią a ja dosłownie oszalałam. Jadłam je bez wyrzutów sumienia, ostre przyprawy podkręcają przecież metabolizm i tego się trzymajmy. Postanowiłam ku pamięci przyjemnego wieczoru łasucha, wykonać inspirowany deser śliwkowy dla dbających o linię.

odchudzone-desery

Kombinuj dziewczyno

Kombinacje alpejskie w kuchni to moje życiowe motto. Uwielbiam stosować nieoczywiste połączenia składników, uwielbiam eksperymentować, po prostu uwielbiam gotować. Oczywiście nie wszystko zawsze wychodzi, ale na tym polega magia doświadczeń i nauka na błędach. W ostatnim czasie często gotuję owocowe kompoty, jako alternatywa dla sztucznych, sklepowych soków. W trakcie gotowania piekłam również chleby i stało się. Przez kuchenne roztargnienie przecedziłam kompocik w ten sposób, że owoce zostały mi na sitku a drogocenny nektar wylądował w otchłaniach zlewu. Czas gdy jestem w kuchni i gotuję, płynie mi błogo niczym w trakcie wizyty w salonie spa. Gdy przychodzi czas na porządki sprawa wygląda nieco inaczej. Nie powstrzymała mnie to jednak przez wykonaniem pysznej, słodkiej alternatywy. W mej pamięci zachował się smak i zdjęcie tego cuda wykonane telefonem. Założenie było proste, mam ochotę na podobnie wyglądający i smakujący deser w wersji light. Jestem już chyba z lekka pochłonięta przez zdrowy tryb życia, gdyż nie uwierzycie, ale już w trakcie pałaszowania tego oryginalnego smakołyku, myślałam o dietetycznych zamiennikach które wykorzystam we własnej kuchni.

ciasteczka-orkiszowe

Moja wizja / porcja dla dwóch osób

Ciasteczka pieprzowe, składniki :

4 łyżki płatków orkiszowych, 1 łyżka mąki orkiszowej, ostra papryka, pieprz mielony, 1 jajko. Wszystkie składniki mieszamy, formujemy 4 sztuki ciasteczek o dowolnym kształcie. Wstawiamy do piekarnika na 10 minut – temperatura 190 stopni.

Serce deseru, składniki :

Naturalny jogurt kozi 150 gr., łyżeczka masła klarowanego, 4 dojrzałe śliwki, 1 gruszka, cynamon, gałka muszkatołowa, ziarenka wanilii, 1 łyżka dżemu truskawkowego. Do garnka wrzucamy masło klarowane, po chwili dodajemy owoce, przyprawy oraz łyżkę dżemu. Podsmażamy wszystko około 7 minut. Studzimy powstały owocowy sos, dając szansę wszystkim składnikom na idealnie przeniknięcie smaków. Układamy deser na talerzu naprzemiennie z kremowym jogurtem. Dekorujemy wedle uznania, u mnie na medal spisał się świeży ananas oraz listki melisy.

deser

To połączenie smaków jest niesamowite. Zazwyczaj jadam jogurty w połączeniu ze świeżymi owocami – są szybkie w przygotowaniu. Owoce delikatnie podsmażone nabierają nowego, intensywnego charakteru, dlatego warto od czasu do czasu poświęcić odrobinę więcej energii by móc rozpieszczać zmysły w niecodzienny sposób. Słodycz owoców idealnie komponuje się z ostrym, pieprzowo-paprykowym smakiem orkiszowych ciasteczek. Jak ja uwielbiam się zainspirować!

Gotowanie jest jak romansowanie z sobą samym, możesz sprawiać sobie kulinarne przyjemności kiedy tylko chcesz. Justek

Spotkanie Wenusjanek – misja, odczucia, refleksje

Author:

4 listopada miałam okazję i przyjemność uczestniczyć w spotkaniu Wenusjanek w Krakowie. Dowiedziałam się o tej inicjatywie od Moniki z Pracowni Kobiecości, za co serdecznie dziękuję. Koncepcja Wenusjanek łączy w sobie elementy rozwoju osobistego z networkingiem.  Mamy więc okazję by posłuchać ciekawych prelekcji, pobudzić obszary niewiedzy, dostrzec własne braki, zainspirować się oraz nawiązać sieć kontaktów. Blogosfera inspiruje, rozwija i napędza do działania, a to kolejny dowód na prawdziwość tej teorii. Niestety od samego patrzenia w ekran nie stanie się nic. To my, naszymi działaniami wpędzamy w wir maszynę aktywności, pobudzamy wewnętrznego lenia, który ogranicza i podcina skrzydła. Nie byłam przekonana czy warto jechać 100 kilometrów, czy warto rezerwować nocleg w pensjonacie o tajemniczej nazwie Miodosytnia, czy warto przeorganizować na te dwa dni życie rodzinne i zawodowe, czy warto ponieść koszty uczestnictwa w spotkaniu. Od wyjazdu minęły już dwa tygodnie, a ja dzisiaj z perspektywy czasu, na chłodno, jestem pewna – było warto. Nie będę jednak ukrywała, dopadły mnie sprzeczne emocje i po raz kolejny przekonałam się na własnej skórze, że warto robić swoje i nie warto oglądać się na innych. (więcej…)

Ulubione książki o pielęgnacji urody

Author:
książki-beuty

Pielęgnacja urody już od dawna stałą się jedną z moich ukochanych pasji. Uwielbiam wszystko co dotyczy dbania o strefę kobiecego piękna, wprowadzania w życie rytuałów kosmetycznych poprawiających nastrój i samopoczucie. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że uroda to nie tylko fizyczność i wizualny aspekt, dlatego szczególną uwagę przywiązuję również do diety, aktywności fizycznej i optymizmu życiowego. Jeszcze trzy lata temu takie słowa nie przeszłyby mi przez gardło, ale mamy tutaj doskonały przykład, co oznacza rozsądek kobiety po przekroczeniu trzydziestki. Uroda, dieta, sport – to wszystko przenika się wzajemnie i na siebie wpływa. Im więcej uśmiechu, im więcej optymizmu – tym mocniejsza mimika twarzy, tym więcej zmarszczek mimicznych. Im więcej śmieciowego jedzenia, im więcej kiełbasy z rożna – tym brzydsza cera, tym więcej problemów z utrzymaniem prawidłowej wagi ciała. Do sprawy pielęgnacji należy podchodzić kompleksowo, ale to indywidualne potrzeby każdego z Nas są najważniejsze. Nic na siłę, nic wbrew sobie. Nie tak dawno internet opanowała magia picia czystka, poddałam się jej skutecznie, jednak skutecznie znienawidziłam to ziele. Czułam się po nim fatalnie. Dałam się złapać na panującą modę i pomimo, że czystek nie smakował mi pod żadną postacią, piłam go przez pewien czas, oczywiście dla utrzymania zdrowia i urody. Każdy powinien słuchać własnego organizmu, wsłuchać się w potrzeby swojego ciała, tylko wtedy będzie Nam się chciało systematycznie o siebie dbać. W odkrywaniu tajemnic dbania o Justkowe oblicze, pomagają mi moje ulubione książki o tematyce pielęgnacyjnej. (więcej…)

Koncert Cleo w szkole w Gorzowie Śląskim, nie dla dzieci

Author:

Nie ukrywam, zabierając się za ten wpis miałam gdzieś z tyłu głowy zapaloną lampkę ostrzegawczą. Justyno, zwana Justkiem, czy jesteś zdecydowana poruszyć tematykę dotyczącą własnego środowiska zawodowego, narażając się tym samym na ostrą falę krytyki? Odpowiedź była tylko jedna. Nie wiem czy jestem gotowa, ale nie mogę pozostać obojętną na to co czuję i myślę, bez względu na konsekwencje. Jestem pewna, że jeśli bloger nie publikuje konkretnego tekstu, dotyczącego własnej, subiektywnej oceny w obawie przed falą potępienia – czas pakować manatki i ekspresowo zamykać bloga. Strach przed własnym zdaniem uniemożliwia człowiekowi rozwój osobisty, hamuje pomysły i kreatywność. Oczywiście, istnieje też druga opcja blogera, czyli omijanie drażliwych tematów, celowe wybieranie tylko tych bezpiecznych. Ogólnie bycie sztucznym i wykreowanym na potrzeby innych. Te nienaturalne kreacje zostaną obnażone, jest to jedynie kwestią czasu i okoliczności. Jednak przejdźmy do sedna sprawy. 21 października 2015 r. w Zespole Szkół w Gorzowie Śląskim odbył się koncert Cleo, który sprawił, że moje i tak już duże oczęta, powiększyły się nienaturalnie, powodując dyskomfort ciała i umysłu. Występ odbył się w ramach nagrody dla szkoły za nagranie przez uczniów własnej (zwycięskiej) wersji teledysku „My, Słowianie”. Przedsięwzięcie zostało zorganizowane i wyemitowane przez Eska Tv.  (więcej…)

Jak nauczyć się pomagać innym ?

Author:
jak-pomagac-bezdomnym

Poniedziałek, piękny słoneczny dzień. Wracając z zakupów spotykam na parkingu bezdomnego, który prosi o coś do jedzenia.  Podobne sytuacje pojawiają się w moim życiu cyklicznie, są powtarzalne i nie ukrywam, że w tej dziedzinie zjawisko deja vu nie jest mi obce. Jednym razem jest to błaganie o jedzenie by przetrwać, innym – odważna i konkretna  prośba o 2 złote na piwo. Bywa, że wołanie o pomoc wyrażone jest wyłącznie spojrzeniem, gestem, płynącą po policzku łzą.

Wtorek, ruchliwa ulica, godziny popołudniowe. Nagle moim oczom ukazuje się postać człowieka wychylająca się za krzaków. Po bliższej obserwacji dostrzegam tylko nogi, ułożone w poprzek chodnika. Zatrzymuję mój bolid i z impetem ruszam sprawdzić co się stało. Okazuje się, że jest to osiedlowy „znajomy” alkoholik który uciął sobie drzemkę akurat w tym miejscu. Jestem spokojna, gdyż słyszę głośne chrapanie,  a na ustach rozpoznaję grymas uśmiechu, czuję wyraźną woń alkoholową. Jestem spokojna i pewna, że to nie zawał. Zawiadamiam rodzinę. Obserwuję reakcję innych kierowców i jestem przerażona. Nie zatrzymał się nikt inny. Szczerze do tej pory nie potrafię w to uwierzyć, że to autentyczne wydarzenie które miało miejsce w lipcu tego roku.

Sobota, godzina 17. Wracam z apteki, skręcam w jedną z osiedlowych ulic. Na chodniku dostrzegam mężczyznę, w wieku około 70 lat, który leży bezwładnie na wózku wypełnionym puszkami i solidną warstwą złomu. Niezwłocznie podbiegam, próbuję podnieść pana, niestety nie potrafię zrobić tego samodzielnie, jest zbyt ciężki. Wyczuwam tętno, pan oddycha. Nie czuję zapachu alkoholu, chociaż takie podejrzenie przychodzi mi do głowy. Obawiam się o jego życie i zdrowie. Dzwonię pod alarmowy numer 112, zgłaszam sytuację. Z kilkunastu przechodzących obok osób otrzymuję wsparcie od jednego młodego człowieka. Wspólnie udaje Nam się podnieść przytomnego już pana. Okazuje się, że faktycznie jest pod wpływem alkoholu. Chcę mi się krzyczeć z bezsilności. Nie rozumiem tego świata. Jak można nie reagować, jak można być tak obojętnym na cierpienie drugiego człowieka?

Dlaczego ja?

Kiedyś usłyszałam od bliskiej osoby następujące słowa. -Justek Ty to przyciągasz ludzi z problemami. Jeśli na ulicy pojawia się bezdomny i Ty, jest więcej niż pewne, że to do Ciebie podejdzie. Oni chyba wyczuwają, że Ty jesteś dobrym człowiekiem.

To nie jest tak, że to tylko mnie przytrafią się takie sytuacje. One są częścią naszej rzeczywistością, która bezczelnie Nas otacza. Nie pyta o zgodę, po prostu jest, była i zawsze będzie. Ludzie od zawsze potrzebowali pomocy, ludzie od zawsze mieli problemy, byli samotni, uzależnieni, bezdomni. Niestety nie tylko świat się zmienia, zmienia się również poziom Naszej znieczulicy i reagowania na potrzeby innych. Nas po prostu coraz częściej interesuje najbliższy krąg i własne podwórko. Egoizm społeczny to kolejna choroba cywilizacyjna, która odziera Nas z empatii i współczucia. Stajemy się twardzi, często bezduszni w myśl zasady, że każdy jest kowalem własnego losu. Każdy ma to na co zasłużył. Masz wielkie szczęście, jeśli Twoja „kuźnia” pracuje na wysokich obrotach i nie musisz prosić o pomoc. Jesteś bezpieczny. Ja też nie muszę. Życie jest jednak przewrotne, a gwarancja i monopol na zdrowie i szczęście nie istnieje. Nauczyłam się pomagać innym w bardzo prosty sposób i wcale nie chodzi o to, że potrzebujący wyczuwają we mnie dobrego człowieka. Niby jak? Być może nie wyglądam na złośliwą heterę, którą należy omijać szerokim łukiem, ale z pewnością do wizerunku królowej lokalnych wolontariuszy wiele mi brakuje. Oni mnie nie znają. By pomagać innym robię tylko jedno – nie udaję, że ich nie widzę.

Szybki test

Usiądź sobie w wygodnym, dyskretnym miejscu i poobserwuj świat z ukrycia. Zobacz jak inne osoby reagują na prośby pomocy, błagania o kawałek chleba lub dwa złote na wino. Większość osób nie reaguje słownie, lecz spuszcza wzrok, przyśpieszając tempo z kroku spacerowego w galop uliczny. Udając, że nic nie widzi i nic nie słyszy. Wyrzuty sumienia są wtedy mniejsze. Przecież nie odmówił bliźniemu pomocy, a za głuchotę i ślepotę spowiadać się nie trzeba. Każdy ma prawo reagować zgodnie z własnym sumieniem, ale jeśli nic nie robimy, nie mamy również prawa oczekiwać przychylności i zainteresowania innych. Każdy kto spuszcza wzrok bierze odpowiedzialność i ryzykuje, że los się zemści.

Nie zgadzam się

Pamiętam jak pewnego dnia jeden ze znanych i uznanych blogerów opublikował zdjęcie faceta leżącego w krzakach. Skomentował je szyderczo, naśmiewając się z jakości i efektu libacji. Nie sprawdził, nie zainteresował się człowiekiem. On tylko przechodził, on tylko się domyślił, że to pijak i nierób. Nie zainteresował się drugim człowiekiem, a co dziwne tą postawą wzbudził poruszenie fanów, zwiększających ruch na blogu. Śmiechom i drwinom nie było końca. Pijaczek w krzakach, plama na spodniach, spekulacje, oszczerstwa. Scenariusz upodlenia gotowy. Nie ukrywam, przestraszyłam się tego świata. Oceniamy tych, którzy nie mają jak się bronić. Rozliczamy innych z grzechów, nie wiedząc czego one dotyczą. Mnie nie rozśmieszysz  drwiąc z nieszczęścia innych i co najlepsze jestem z tego dumna.

Make me smile?

Nie zawsze jestem Justekmakemesmile. Czasami mam ochotę wykrzyczeć światu by zerwał ze wszechobecnymi stereotypami. Mam wrażenie, że wielu osobom jest łatwiej traktować każdego śpiącego na ławce jak pijaka, a proszącego o pieniądze jak wyłudzacza, nieroba i oszusta. Wyimaginowany strach jest mniej bolesny jak przyznanie się do tchórzostwa. Zdaję sobie sprawę, że ignorancja wielu osób podyktowana jest prawdziwym strachem, być może przeszłością i nieprzyjemnymi doświadczeniami. Znam to uczucie. Jednak są sytuacje w których strach nie może być usprawiedliwieniem bezczynności, pomoc możesz wezwać zawsze, bez względu na poziom przerażenia. A prawda jest jedna, okazując zainteresowane możesz uratować komuś życie. I to nie są puste słowa, to niezaprzeczalny fakt.

Jeśli chcesz pomagać innym, nie opuszczaj wzroku gdy przeczuwasz problemy. Inni również będą udawali, że nie widzą Twego krzyku, akurat wtedy kiedy będziesz potrzebował pomocy. Justek

Jak przetrwać dietę odchudzającą

Author:
jak-wytrzymac-na-diecie-odchudzajacej

Powszechnie panuje przekonanie, że na diecie odchudzającej nie powinno się przebywać okresowo i aby trwale schudnąć należy radykalnie zmienić swoje przyzwyczajenia. Raz na zawsze. Tak jak już kiedyś pisałam, do tego by żyć zdrowo, mądrze i racjonalnie się odżywiać – trzeba dojrzeć. A, że ja dojrzewanie w tej kwestii przechodzę permanentnie od 18 lat, pewnie jeszcze sporo kalorii poleci w brzuch zanim zamienię bywanie na diecie na codzienny styl życia. Jak przetrwać dietę odchudzającą, okres w którym czas niemiłosiernie się dłuży, a godziny przetrwania wyznacza szklanka wody?

Uwaga napad

Jeśli przebywałeś na diecie odchudzającej więcej jak 50 razy, z pewnością wiesz doskonale co to znaczy mieć apetyt, dokładnie w chwili nie powinieneś czuć żadnego głodu – czyli tuż po spożyciu posiłku. Chociaż słowo apetyt może nie być idealne do zobrazowania stanu psychicznego, kiedy masz ochotę wtrąbić hurtem kilogram krówek, zagryzając je kilogramem łuskanego słonecznika. Aby było zdrowiej. Bardziej odpowiednią nazwą będzie „głodowe opętanie”. Oczywiście możesz rozchodzić żądzę jedzenia i udać się na spacer. Możesz również zjeść dorodnego daktyla, schrupać orzeszka, powąchać miód, spojrzeć w lustro od pasa w dół (lub od pasa w górę, jeśli tyjesz szybciej w górnych partiach), lub porzuć wolnym tempem 20 dkg suszonej żurawiny. Możesz wiele. Weterani stosowania diet odchudzających wiedzą jednak, że z ochotą nie tak łatwo wygrać, a często po przygodzie z żurawiną i orzechami bolą tylko i wyłącznie dziąsła. A ochota na jedzenie w nadmiarze, jak była tak jest. Sposób który ma szansę na okiełznanie tego pragnienia to picie wody, ale nie takie tradycyjne i oczywiste. Potraktuj wodę jak drinka kamikaze dla odwodnionych. Ustaw na blacie 3 szklanki średnio ciepłej wody z dodatkiem odrobiny imbiru (w stylu pani Agnieszki Maciąg) i wypij wszystko w stylu bohatera Caspera, czyli duszkiem. Sposób być może mało wyszukany i oryginalny. Jednak w procesie odchudzania nie fajerwerki i fanfary są ważne, lecz efekt. W tym przypadku zostanie on osiągnięty, przestaniemy odczuwać pragnienie głodu na co najmniej 60 minut. Sprawdzone!

Naiwność to pierwszy stopień do otyłości

Jeśli kupujesz słodycze tylko i wyłącznie po to by zadowolić domowników, męża, dzieci, zaskoczyć znajomych i sąsiadów, odpowiedz sobie na proste pytanie. Ile z tych przeznaczonych dla innych frykasów trafia prosto w Twoje spragnione przysmaków ciało? By uniknąć poczucia wstydu i kompromitacji, pałaszowanie „cudownego schowka pierwszej potrzeby” następuje najczęściej w samotności. Niestety, jeśli kupujesz słodycze i inne zakazane produkty, wierząc, że tym razem powstrzymasz się przed słodkim amokiem, nie miej złudzeń. Owszem jeden raz się uda, drugi być może też. Ale czy wygrasz kolejną batalię, Ty kontra tajemna szafka? Możesz oczywiście ukryć wszystkie zakazane smakołyki tak, byś udawał sam przed sobą, że ich tam wcale nie ma. Na kilka dni zapomnisz, niestety w odpowiedniej chwili Cię olśni i będzie po zawodach. Na początek zjesz tylko odrobinę, w myśl zasady, że trzy ciastka to nie grzech. Szybko się jednak przekonasz, że to nie koniec łakomstwa. Przecież nie zostawisz połowy paczki ciastek? Tak nie wypada. W ukrywaniu dowodów przestępstwa łasuchowania nie ma sposobu idealnego. Owszem, szafka będzie nadal pusta, ale co z tego jeśli Twoje ciało stanie się pełniejsze?

Naucz się wybierać

Nie będzie to koloryzowanie rzeczywistości, ale mam wrażenie, że przebywam na diecie od zawsze. Z mniejszym, bądź większym sukcesem, jednak pozbywanie się nadmiaru kilogramów stało się moim hobby. Od zawsze również w trakcie bywania tu i tam odmawiałam jedzenia wszystkiego. „Jestem na diecie, dziękuję nic nie jem”. Patrzyłam z zazdrością na innych jedzących pizzę, delektujących się ciastem. Popadałam w skrajności, albo wszystko albo nic. Odmawianie wszystkiego to drugi stopień do otyłości – nadrobisz w samotności, gdy nikt nie wypomni i nikt nie rozliczy Twojej słabości. Wybieraj to co lubisz, oczywiście pamiętaj o celu – tłustą golonkę i chipsy omijaj szerokim łukiem. Jeśli Ci zależy. Straciłam już prawie 30 kilogramów i gdy inni jedzą pizzę, jem albo jeden kawałek lub wybieram aromatyczną sałatkę. Już nie odmawiam. Chcę żyć.

Naciesz oczy

Zawsze w chwili gdy mam ochotę by zjeść lwa, konia z kopytami, razem z woźnicą i elementami wozu, odpalam teledysk, gdzie bikini, mini i szał wysportowanych ciał to temat przewodni. Piękne, zwinne damskie i męskie ciała to uczta dla moich oczu i pomimo, iż nie jestem próżna i nie oceniam książki po okładce, uwielbiam obserwować gibkość i jędrność ludzkich ciał. Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. Popatrz na ciało o jakim marzysz, właśnie w tej chwili kiedy zbiera Cię na ochota na tort, która przybliży Cię do gibkości opasłej foczki. Niech ten wizualny przekaz pobudzi Twoją wyobraźnię, niech uzmysłowi, że wszystko na co patrzysz to często nie przypadek, lecz ciężka praca i determinacja. To wybór. Jedni wybierają prażynki na kanapie, inni trening i lekką kolację. Jeśli wolisz wcinać chrupki, a na drugie imię masz hot-dog masz do tego prawo, ale nie narzekaj, że Twój metabolizm zwolnił, idzie zima i organizm się „futruje”. Człowiek to nie niedźwiedź. Przybiera na wadze w miesiącach zimowych nie ze względu na chęć przetrwania, lecz z powodów czysto psychologicznych. W zimie łatwiej zakamuflować przyrost wagi pod puchowymi kurtkami i ciepłymi swetrami.

 By przekonać się, że obżarstwo to grzech, nie tylko na urodzie,  ale również na zdrowiu psychicznym najedz się na noc. W gratisie otrzymasz kadry snów rodem z koszmarów. Justek

Błędy początkującej blogerki

Author:
poczatki-blogowania

Początki bywają trudne, blogowania również. Każdy popełnia błędy, jedni się na nich uczą, traktując jako cenne doświadczenie. Inni nie wyciągają wniosków, traktując je jako jednorazowy, przypadkowy epizod. Blogowanie ma w sobie siłę która sprawia, że nauka na błędach przebiega w szybkim tempie. Bywa to nierzadko bolesne i zaskakujące, jednak osobiście jestem zwolenniczką takich szybkich lekcji. Popełnione błędy początkującej blogerki po raz kolejny uświadomiły mi, że uczymy się przez całe życie, a niewiedza i nieświadomość to nie powód do wstydu, lecz nieodłączne elementy nabywania doświadczeń.

Sprawdzaj statystki

Niewątpliwie sprawdzanie statystyk dostarcza wielu cennych informacji. Pozwala na określenie zainteresowań czytelników, wpływa motywująco na pracę blogera. Domena i hosting w zenbox.pl, oprócz standardowych możliwości analizy statystyk, posiada również opcję „log odwiedzających”, która rejestruje dokładny czas przebywania konkretnego czytelnika na blogu. W pierwszym miesiącu blogowania, gdy byłam nieświadoma wszystkiego co mnie spotka, byłam mocno podekscytowana faktem buszowania czytelników po Justkowym świecie. Oczywiście, każda wizyta cieszy mnie po dziś dzień, jednak na początku analizowałam to szczególnie dokładnie. Sherlock Holmes to przy mnie detektyw amator. Ekscytacja sięgała zenitu, moje policzki przybierały kolorytu drewnianej matrioszki gdy zaobserwowałam, że posiadam wiernego  fana, który spędza godziny na moim blogu czytając wszystko kilkukrotnie. Chwila kiedy poszła w ruch zakładka „współpraca-reklama” uświadomiła mi, że dzieli mnie krok od otrzymania pierwszego, blogerskiego zlecenia. Byłam przekonana, że ktoś się mną interesuje i to nie na żarty. To było prawdziwe, poparte dowodami zafascynowanie. Nie muszę mówić, jaką miałam minę gdy zorientowałam się, że tajemniczym czytelnikiem jestem ja sama we własnej osobie. To bezcenne uczucie, gdy przeżywasz fascynację z faktu, że sama sobie sprawiłaś radość. Zupełnie nieświadomie, zupełnie przypadkowo. Szkoda tylko, że gdy emocje opadły, pojawiło się rozczarowanie i obawa, czy mój iloraz inteligencji nie maleje wraz z wiekiem.

Zamów sobie softboxa

Softbox to jedno z tych słów, które w początkowym okresie blogowania często nawiedzało moje uszy. Miałam wrażenie, że  każdy fotografujący bloger bez softboxa jest jak Myszka Miki bez Walta Disneya. Softbox to podstawa. Weszłam więc spontanicznie do pierwszego internetowego sklepu fotograficznego, wybrałam najkorzystniejszą ofertę cenową, i po trzech dniach otrzymałam upragniony produkt. Po otwarciu wyczekanej przesyłki moim oczom ukazała się duża czarno-srebrna parasolka z urwanym drążkiem. I to by było na tyle. Brak statywu, brak żarówki, brak pomysłu, brak koncepcji.

Zamów sobie tło

Hanka Mostowiak zginęła w nierównej walce z kartonami,  ja z tłem fotograficznym. Zamówiłam 4 kolory, nie sądziłam jednak, że są one papierowe. Pierwszy kontakt z fotografowanymi kosmetykami od razu uświadomił mi, że to nie był najlepszy pomysł, gdyż tektury to ja raczej nie umyję. Zamówiony rozmiar tła był za mały by ustawić je jako tło do portretu, ale też za duży, by traktować je jako podkład kolorystyczny pod martwą naturę. I tak źle i tak niedobrze. Nie da się ukryć, że linie załamania papieru dokładnie widać na zdjęciu, nie da się również ukryć, że przechowywanie w pozycji prostej kolorowych kartonów to trudna sztuka. Tym bardziej, gdy w otoczeniu pojawia się dziecko, które uwielbia wszystko miąć i targać. A te wybrane kolory? Zieleń, błękit, czerwień i brąz. Ciekawe co mnie inspirowało? Czyżby barwy ziemi i żywiołów? Ta żywa zieleń jest owszem idealna,  niestety jedynie do fotografowania zwierząt w zoo.

Wszyscy popełniamy błędy. Różnimy się między sobą jedynie świadomością. Jedni ją mają, inni udają, że jest im obca. Justek

Jak ocaliłam wszechświat?

Author:

Wtorek, godzina 06.25. Dzień jak co dzień. Pobudka z 5-krotnym przestawianiem drzemki, rozciągnięcie ścięgna mięśnia czworogłowego uda, śniadanie mistrzów bez owsianki i rodzynek, trening odchudzająco-mobilizujący na piłce lekarskiej. Patrzę w lustro i oczom nie wierzę. Bardzo lubię te poranne eksploracje mojej twarzy udręczonej grymasem snu – proces zdziwienia kosztuje mój organizm utratę 15 kcal. Czym więcej zdziwień, tym szczuplejszy Justek. Dziwię się często, co jak sami rozumiecie nie jest przypadkowe. Dziwi mnie wszystko, począwszy od pistoletu odświeżającego do odmłodzenia toalety, skończywszy na cudownym podwajaniu objętości makaronu penne. Tym razem nie było inaczej, zdziwiłam się okrutnie. Sen okazał się być wyjątkowo męczący. Moja twarz wyglądała jak po spotkaniu z grupą ryczących trzydziestek przebywających na długotrwałej diecie sokowej. Postanowiłam jednak zupełnie się tym nie przejmować. My kobiety, dzięki tajnym zabiegom kosmetycznym potrafimy szybko przemienić się w twarz z innej bajki, a ja miałam właśnie to w planach. Czekały na mnie zakupy drożdżowo-pszenne, zapach mrożonej kajzerki z Biedrony zawsze silnie wabił moje nozdrza, nie mogłam więc tego odpuścić. Pierwsze przekroczenie progu obrotowych drzwi pokonywałam z lekkim niepokojem i przykurczem łydek, nie chciałam jednak rezygnować. Świat stał przede mną otworem. W chwili gdy pokonywałam zgodnie z przepisami przejście dla pieszych, skacząc tylko i wyłącznie po czarnym obszarze w myśl zasady, ze ciemne wyszczupla stało się coś nieprawdopodobnego. Wszystkie samochody zatrzymały się z piskiem opon, kobiety płakały, zwierzęta mdlały a kasjerkom w supermarkecie złotówki zamieniły się na japońskie jeny. Nic już nie było takie samo. Hydraulikom pracującym w obrębie 30 kilometrów strzelały rury, a kolanka pękały niczym grzyb purchawka na wietrze. Ogórki kisiły się z prędkością światła, a ćwikła nawet bez chrzanu paliła w gardło. Krajobraz miasta zmienił się w jednej chwili. Zupy się warzyły, kawa nie zaparzała a krowy zamiast mleka oddawały smoothie z bambusa. Straż miejska ogłosiła strajk głodowy, na ulicę miasta wyszli demonstrujący kierowcy autobusów. Awaria goniła awarię,  wataha wilków watahę. Przeciążenia na liniach telefonów alarmowych sprawiały, że sztab kryzysowy uruchomił podziemną rezerwę zwierząt drylujących w ziemi. Nornica, dżdżownica i kret stały się nieodłącznym elementem graficznym herbu miasta. Opracowano ekspresowy plan zagospodarowania terenu, okopy, schrony, tunele. Wszystko by przetrwać. Od teraz tak wyglądał świat po spotkaniu z Obcym.

Jak ocaliłam wszechświat? Po wykonaniu porannych rytuałów kosmetycznych po prostu nie wyszłam z domu…

maseczka

Ten wpis powstał jako realizacja wyzwania zleconego przez niebywale sympatycznego, obdarzonego poczuciem humoru i kondycją rysia-sprintera, Pawła z bloga bwotr.pl

Zapewne internet nie przeżył oczekiwanej ekstazy, ale nawet lekki uśmiech jednego czytelnika jest wart wszystkiego. Nawet pokazania innego, nowego oblicza.

Nie ważne w jaki sposób uratujesz wszechświat, istotne jest byś wiedział, jak go nie zniszczyć. Justek

Zasady skutecznej komunikacji z mężczyzną

Author:
jak-rozmawiać-z-facetami

– On mnie nie słucha. – Nie dam rady z nim pogadać, do niego nic nie trafia. – Nie potrafię się z nim porozumieć, rozmowa zawsze kończy się na kłótni. To tylko niewielka próbka kobiecego narzekania na permanentny brak porozumienia i komunikacji w relacjach kobieta-mężczyzna-mężczyzna-kobieta. Jak rozmawiać z mężczyzną by Nas zrozumiał? W jaki sposób postępować by wspólny dialog oparty był na umiejętnym słuchaniu, zrozumieniu i wzajemnym szacunku? Proponowane zasady skutecznej komunikacji z mężczyzną to nie gotowy przepis na sukces, to prezentacja konkretnych składników, które mogą sprawić, że Wasza relacja wzniesie się na wykwintne wyżyny porozumienia.

Domyśl się

Jak liczysz na to, że mężczyzna domyśli się co miałaś na myśli, możesz mocno się zdziwić. Marzyłaś o perfumach od Dolce Bubany o nucie piżmaka, dostałaś jednak inne, marki Gucio o aromacie cytrusów. Byłaś przekonana, że pozostawienie na pulpicie zdjęć buteleczki będzie idealnym działaniem naprowadzającym. Byłaś pewna, że wizyta w perfumerii i spryskanie się ulubioną nutą da lubemu jasno do zrozumienia, że jesteś zainteresowana nowym zapachem. Byłaś pewna, że codziennie podśpiewywanie „bubana bubana” da mu klarownie do zrozumienia czego oczekujesz. A tu klops, pieczeń rzymska i mielony w jednym. Facet domyślił się tylko jednego, po Twoim ostentacyjnym fochu powinien wyjść z domu na piwo. Nie obawiaj się mówić głośno czego chcesz i czego pragniesz. Facetowi możesz w ten sposób wyłącznie pomóc (oczywiście, jeśli marzenie będzie w granicach męskich możliwości). (więcej…)

Najdziwniejsze zapytania złożone wyszukiwarce część II

Author:
śmieszne-pytania-blog

Kolejna porcja niesamowicie inspirujących i intrygujących zapytań wpisanych w wyszukiwarkę. W pierwszej części królowało hasło „damskie koki na głowie babcie” oraz „wiersz o kąpieli w wannie”. Tym razem również nie obyło się bez perełek poprawiających nastrój i podnoszących ciśnienie atmosferyczne. Nie da się ukryć, że coraz częściej przypadkowi czytelnicy wpisywali w wyszukiwarkę zdania twierdzące, szukając nie gotowych odpowiedzi a jedynie poparcia własnych przekonań.

Spodnie z zamkiem z tyłu to działa na wyobraźnię mężczyzny

Owszem. Spodnie z zamkiem z tyłu mogą działać na wyobraźnię, pod warunkiem, że nie są to spodnie narciarskie założone odwrotnie i to zupełnie nieświadomie. W takiej sytuacji u mężczyzny może nastąpić etap zdziwienia, zakłopotania oraz szybkiej ewakuacji. Wyobraźnia może zostać pobudzona, niestety nie we właściwym kierunku. Kolejnym stylem zamka, który pobudza wyobraźnię, niestety tylko i wyłącznie fana metalurgii i siermiężnej roboty to zapięcie haczykowe. Zamek anty-błyskawiczny, który męczy, dręczy i irytuje.

Sztuka uwodzenia własnego męża

To już nie sztuka, to bohaterstwo graniczące z brawurą. U podstaw tejże odwagi leży słowo „imponować”. Nie ważne czym, jak i kiedy, ale imponuj mu we wszystkim, o każdej porze dnia i nocy. Rozpoczynając od wygimnastykowanego ciała i swobody wypowiedzi, kończąc na czynnościach samoobsługowych.

Pokaz mody ślubnej na wesoło, jak przebrać modeli

Wersji jest tak wiele, że mogę zapoczątkować niepotrzebny dylemat. Skupię się więc na trzech propozycjach. 1 – przebieramy pana młodego za panią młodą i odwrotnie. 2 – przebieramy pana młodego za pana młodego z wyłączeniem obszaru ciała od szyi w górę. Na głowę zakładamy pluszową maskę „Lassie wróć”.  Podobny zabieg stylizacyjny stosujemy u panny młodej, zmieniając maskę długowłosego owczarka szkockiego na maskę białego pudla z grzywką. 3 propozycja to wersja polegająca na stylizacji ślubnej „na eskimosa”. Śnieżna tundra, spadające płatki śniegu, futro, brak klimatyzacji na pokazie, i już mamy „na wesoło”.

Czy chłopcy lubią artystyczny nieład?

Bywa, że ten na głowie jest lubiany, pod warunkiem, że nie jest efektem permanentnego zaniedbania i niechlujstwa. Sprawa wygląda jednak zupełnie inaczej jeśli chodzi o damską toaletkę, lodówkę oraz segregację skarpetek.

Faceci lubią zadziorne kobiety

Pod warunkiem, że nie jest to zadziorność spowodowana obecnością harpuna w ręce oraz nie polega na posiadaniu niewypielęgnowanych skórek. Ważne jest również by nie dotyczyła umiejętność przyprawiania rogów partnerowi i bojowego nastawienia, prezentowanego o każdej porze dnia i nocy.

Jak oduczyć faceta flirtowania?

A czy można oduczyć się jazdy na rowerze? Nie. Flirtowania też nie oduczysz, możesz jedynie oduczyć własnego faceta flirtowania z innymi kobietami w Twoim towarzystwie. Jest to sukces połowiczny. Polega na łowieniu okazji by nakryć partnera na miłosnych zalotach.

Mowa ciała faceta olśnienie

Wszystko zależy od tego z jakim facetem mamy do czynienia. Bywają egzemplarze, które ukrywają etap „olśnienia” by wydawać się nieomylnymi profesjonalistami. Zazwyczaj ich mowa ciała ogranicza się do znacznego powiększenia oczu oraz pojawienia się na czole zmarszczki tygrysiej. Nic nie powie, nic się nie zdradzi, olśniło go w samotności. Spuści głowę, zatopi paluchy w grzywie, bądź jeśli jej nie ma skupi się na czułym dotykaniu czoła. Inni, bardziej przebojowi i energiczni podzielą się z Tobą nagłym przebłyskiem świadomości. Usłyszysz stanowcze i pełne dumy stwierdzenie „ale ja jestem zdolny”, zobaczysz wyprostowaną i napiętą klatkę piersiową, błysk satysfakcji w oku. Temu procesowi towarzyszyć może lekkie podrygiwanie, jak przed walką bokserską.

Śmieszne teksty mam w ustach banana

Mam w ustach banana, to ciąży mi od rana. Uśmiech zbyt szeroki rozrywa szczęki boki. W poziomie ustawiony rozwija mimiki strony. Kwas foliowy wchłania się błyskawicznie, gdy banana mam w ustach notorycznie.

Nie ma pytań bez odpowiedzi, są tylko te, które zostały zadane niewłaściwej osobie. Justek

 

O mnie

Justyna, żona, matka, kobieta o czterech zawodach, pasjonatka piękna, entuzjastka życia. Optymistka, wierna fanka szczypiorku.
Ten blog to zaproszenie do odbycia podróży po Justkowym świecie, przestrzeni przyprawionej szczyptą humoru i pozytywnej energii.

Zapraszam do mojego królestwa. Enjoy!

Najczęściej czytane

poczatki-blogowania Błędy początkującej blogerki

Początki bywają trudne, blogowania również. Każdy popełnia błędy, jedni się na nich uczą, ...

Najnowsze komentarze

Dołącz do mnie na Facebooku

Jusy Make Me Smile

Instagram